Putin, historyk niebezpieczny

Prezydent Rosji Władimir Putin z wyuczonego zawodu jest prawnikiem, a większość swego zawodowego życia przed pójściem do dużej polityki przepracował jako agent KGB – najpierw w NRD, później „doradzał” rektorowi uniwersytetu w Petersburgu. Jednak ostatnio pochłonęło go badanie historii.

Zaczął w 2019 r. w 80. rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow od wykładu usprawiedliwiającego zawarcie przymierza pomiędzy Związkiem Sowieckim i hitlerowskimi Niemcami. Ale ulubionym tematem tego kagebisty historyka jest oczywiście Wielka Wojna Ojczyźniana. Jest on przekonany, że zwycięstwo w niej dało Związkowi Sowieckiemu, a teraz Rosji carte blanche na prowadzenie imperialnej polityki.

I potwierdzenie tego w minionym tygodniu rosyjski przywódca przedstawił w obszernym artykule (ponad 5 tys. słów) na temat rosyjsko-ukraińskich relacji. A raczej rosyjsko-rosyjskich relacji, bo po przeczytaniu tego tekstu może nasunąć się wniosek, że takiego państwa jak Ukraina po prostu nie powinno być i że nie ma takiego narodu jak Ukraińcy.

To, co dzisiaj jest Ukrainą, to wedle wywodów Putina jest po prostu niesprawiedliwie oderwaną częścią Rosji. A Ukraińcy są po prostu… Rosjanami.

„Obiektywne fakty mówią o tym, że w Imperium Rosyjskim trwał aktywny proces rozwoju małorosyjskiej tożsamości kulturowej w ramach wielkiego narodu ruskiego, łączącego Wielkorusów, Małorusinów i Białorusinów” – tak pisze w swoim artykule rosyjski prezydent. Skąd dzisiaj wzięło się kilkadziesiąt milionów ludzi uważających siebie za Ukraińców? U Putina jest konkretna i prosta odpowiedź – idee o „odrębnym od rosyjskiego narodzie ukraińskim” pojawiały się w XIX w. w „środowisku elity polskiej i pewnej części inteligencji małoruskiej”.

I oczywiście, jak pisze rezydujący na Kremlu historyk, „nie było tu i nie mogło być historycznych podstaw”. Swoje wywody z kolei podpiera licznymi faktami. I faktami, trzeba przyznać, prawdziwymi. Jest jednak w tym artykule Putina jedno „ale”. Do jego napisania użył tylko wygodnych mu faktów, z kolei niewygodne i niepasujące do koncepcji, że Ukraińcy i Rosjanie to jeden naród, przemilczał. Co oznacza, że wartość naukowa artykułu Putina jest zerowa.

To jest po prostu 5 tys. słów kłamstwa. Kłamstwa niebezpiecznego, bo Władimir Putin nie jest historykiem, ale przywódcą państwa dysponującego bronią jądrową i potężną armią, która co jakiś czas napada na sąsiednie państwa. 


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 30(85) 24-30/07/2021