Zabobon zabija

Wśród lektur szkolnych miałem niegdyś nowelę Bolesława Prusa pt. „Antek”. Opowiada ona o ciężkim losie ludności wiejskiej pod zaborem rosyjskim, ale dużo elementów odnieść można i do czasów dzisiejszych.

Tytułowy bohater miał siostrę Rozalkę, która zachorowała, a z braku dostępu do medycyny próbowano ją „leczyć” domowymi metodami. Tak więc, żeby się „wypocić”, dziewczynka została włożona do pieca, gdzie, jak się zdrowemu na umyśle człowiekowi nietrudno domyślić — upiekła się, zamiast wyzdrowieć.

Na takie przykłady zbrodniczej ciemnoty jesteśmy narażani także w dobie internetu. Co prawda, dostęp do medycyny na wsi jeszcze nie całkiem zlikwidowano (liberalizm wszak dopiero postępuje), ale filmiki w internecie doskonale pełnią rolę odpowiednika „znachorki”, która zaproponowała „leczenie” dziecka w piecu. Można wątpić w skuteczność szczepionek, można być nieufnym w stosunku do władzy (jest to wręcz moralny obowiązek!) pod warunkiem, że się ma argumenty, a nie „przeczucia” czy „wiedzę” czerpaną z filmików z sieci społecznościowych. Jeśli się zaś w imię emocji i zabobonów naraża resztę społeczeństwa (nie żyjemy wszak każdy w swojej pustelni), to jest to poważny problem, a nie „wolność” — tak jak nie jest „wolnością” wkładanie dzieci do pieca.

Nie zgadzam się jednak z postulatami, by antyszczepionkowcom odmawiać dostępu do służby zdrowia. To właśnie z braku dostępu szerzą się zabobony i dlatego potrzeba dziś jak najwięcej placówek medycznych, zwłaszcza na wsi, a jak najmniej kolejek i „optymalizacji”.