O empatii słów kilka

Za czasów reżimu Saddama Husajna w Iraku wymordowano blisko 200 tys. Kurdów. Chociaż obecnie cztery z 19 województw tego kraju tworzą region Kurdystanu, to wciąż naród ten pozostaje jedną z najbardziej zagrożonych grup w tym kraju.

Dla szukających bezpieczeństwa irackich Kurdów Turcja nie jest bezpieczna. Podobnie rzecz ma się z jazydami, jedną z najbardziej prześladowanych, obok chrześcijan, grup wyznaniowych Iraku. Po wycofaniu się sił USA z Afganistanu coraz większe połacie górskiego kraju odbijają siły Talibanu, którego reprezentanci ostatnio spotkali się z MSZ Rosji. Podziały przebiegają przez płaszczyzny narodowościowe, językowe, wyznaniowe. Już teraz talibowie zapowiadają krwawe rozprawianie się ze swoimi oponentami – dla których bezpiecznym krajem z całą pewnością nie będzie żaden sąsiedni kraj. W Nigerii codziennie za wiarę mordowanych jest 17 chrześcijan. Te i inne przykłady powinny uświadomić, że żyjemy we względnie bezpiecznej części świata, zaś ci mniej szczęśliwi od nas nie zawsze są w stanie zostać u siebie i walczyć o to, by to u nich było lepiej. Nie wolno zapominać, że migranci są ludźmi z ludzkimi problemami, strachami i marzeniami.

Nie wolno też zapominać, że swoje marzenia i obawy, nie mniej przecież racjonalne, mają mieszkańcy Dziewieniszek czy Rudnik, których się dzisiaj wielu śpieszy okrzyknąć „rasistami” czy „ksenofobami”. Że mają prawo i podstawy, by się obawiać o swoje bezpieczeństwo, wiedząc, co się działo w głośną noc sylwestrową w niemieckiej Kolonii, czy po lekturach forów dla migrantów w sieciach społecznościowych. Że mają prawo chcieć zachować swój kawałek świata dla siebie, że mogą cenić sobie swój sposób życia – jakkolwiek wzgardzany przez niektórych mieszkańców dużych miast. Że też jako obywatele mają prawo oczekiwać, że władze kraju będą się z nimi liczyć tak samo, jak z wspomnianymi mieszkańcami dużych miast, że będą z nimi prowadzić dialog jak z równymi im obywatelami. I mają prawo się burzyć, kiedy to wszystkie nie jest szanowane i kiedy widzą, że politycy chętniej widzą człowieka z należnymi mu prawami w przybyszu z zewnątrz, niż w obywatelu wewnątrz granic – których nie potrafili w czas i należycie zabezpieczyć. Każdy kryzys łatwiej przezwyciężyć przy choćby odrobinie empatii – ale nie wymuszonej i nie jednostronnej.[wyimek]


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 32(91) 07-13/08/2021