Komu pozostawić historię?

„Wojna jest zbyt poważną rzeczą, by powierzyć ją wojskowym” – miał ponoć powiedzieć francuski polityk Georges Clemenceau, pełniący funkcję premiera Francji w czasie I wojny światowej i tuż po niej, jeden z architektów powojennego ładu w Europie.

To powiedzenie doczekało się w późniejszych dekadach licznych przeróbek. Jedna z najpopularniejszych sformułowana została niejako w kontrze do autora oryginału – już nie wojna, ale polityka okazuje się sprawą zbyt poważną, by powierzać ją wyłącznie politykom. Autorzy tej parafrazy mają, oczywiście, rację. Polityka to faktycznie rzecz zbyt skomplikowana, by pozostawiać ją tylko w rękach polityków. A jednak kryje się w tym powiedzeniu zbyt mocna pokusa, by z polityków zdjąć odpowiedzialność. Czemu zresztą sami politycy chętnie by przyklasnęli – zwłaszcza gdy chodzi o podejmowanie decyzji niepopularnych, mogących wzbudzić niezadowolenie społeczne albo nieprzychylne reakcje za granicą. Przykładów nie trzeba szukać długo, obecny kryzys migracyjny na Litwie dostarcza ich aż nadto.

Ale jeszcze jednym polem, na którym politycy równie chętnie skłonni są umywać ręce, jest historia. Co jest swoistym paradoksem, jeśli weźmie się pod uwagę, jak często po historyczne argumenty i narracje sięga się, by legitymizować własne rządy (i delegitymizować przeciwnika), mobilizować elektorat i poprawiać notowania w sondażach. Gdy jednak pojawia się konieczność podjęcia zdecydowanych działań, np. w sprawie upamiętnień kontrowersyjnych postaci albo powstrzymania manipulowania historią w przestrzeni i debacie publicznej – wtedy politycy chętnie sięgają po hasło: „Zostawmy historię historykom” albo „Niech historycy rozsądzą, jak było naprawdę”.

Historycy jednak, choć pełnią funkcję służebną wobec społeczeństwa – badając przeszłość, naświetlając fakty i tłumacząc procesy – to nie zastąpią polityków w tych momentach, gdy potrzebne jest podjęcie politycznej decyzji.
Ostatecznie to politycy decydują o tym, czego uczą szkolne podręczniki, komu postawić pomnik i czyją ulicę należy przemianować. Historycy – jak pisał niedawno w kwartalniku „Herito” (nr 41/2021) wybitny badacz dziejów Rosji prof. Hieronim Grala – „są jak mityczne gnomy, wykuwające w podziemnych jaskiniach oręż dla prawdziwych zapaśników – czytaj polityków”. Jak jednak pisze Grala, uczestnikami tych zmagań zamiast wielkoludów „stają się pokraczne niziołki, a magiczne miecze do złudzenia przypominają maczugi”.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 32(91) 07-13/08/2021