Gorzki smak czekolady Läderach

W czasach, gdy wiele międzynarodowych koncernów promuje ideologię gender, reklamując swoje produkty w kolorach sześciobarwnej tęczy lub zmuszając pracowników do uczestniczenia w różnych paradach, warsztatach czy pogadankach organizowanych przez środowiska LGBT, warto wspomnieć o firmie, która idzie pod prąd tych tendencji. Mowa o szwajcarskim producencie czekolady Läderach.

Jest to firma rodzinna, założona w 1962 r. w kantonie Glarus. Produkuje swoje wyroby wyłącznie w Szwajcarii, ale sprzedaje je w ok. 80 sklepach firmowych na całym świecie. Cieszy się wielką renomą wśród znawców tego przysmaku. W 2018 r. uzyskała nawet tytuł World Chocolate Master. Niestety, w Polsce ani na Litwie nie ma swych punktów sprzedaży, więc niniejszego felietonu nie sposób traktować w kategoriach kryptoreklamy. Chodzi o zwrócenie uwagi, że można z powodzeniem działać w biznesie, zachowując wierność swoim przekonaniom, mimo ataków i nacisków z wielu stron. A tych ostatnich nie brakuje. Od lat Läderach znajduje się na celowniku organizacji aborcyjnych i genderowych. Kilka sklepów firmowych spółki doświadczyło aktów wandalizmu dokonanych przez lewackich aktywistów.
Wielokrotnie wzywali oni też do bojkotu wyrobów produkowanych przez Läderach. Tej presji uległy m.in. linie lotnicze Swissair, które wcześniej na pokładach swoich samolotów oferowały wyroby szwajcarskiej firmy. A wszystko z powodu zaangażowania społecznego rodziny Läderach, która otwarcie wspiera, a nawet finansuje kampanie przeciw pornografii, aborcji czy prawnemu zrównaniu związków homoseksualnych z małżeństwami, np. w kwestii możliwości adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Spółka jest np. jednym z głównych sponsorów corocznego „Marszu dla Życia” w Zurychu. Publiczna aktywność rodziny wynika – jak podkreślają jej członkowie – z wyznawanej wiary. Oni po prostu na serio biorą przykazania Dekalogu i słowa Jezusa. Platformą ich religijnej działalności jest organizacja Christianity for Today, skupiająca zarówno katolików, jak i protestantów. Narażają się oni na nieustanną krytykę lewicowo-liberalnych mediów, które piszą o wspomnianej organizacji, że „ma niewiele wspólnego z głoszoną miłością”, zaś lista jej członków „przypomina raczej gabinet grozy złożony ludzi zaprzeczających nauce, głoszących teorie spiskowe i nienawiść do ludzi”. Żadnej polemiki na argumenty, tylko same inwektywy. Läderach nie zamierza jednak się poddawać.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 33(94) 14-20/08/2021