Wyzwanie rzucone Wilnu

Przygotowując reportaż z Jasnej Góry, gdzie na przypadającą 15 sierpnia uroczystość Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny ciągną w pielgrzymkach pątnicy ze wszystkich stron Polski, nie omieszkałem zapytać o pielgrzymów z Wilna.

„Niestety, nie ma tradycji pielgrzymowania całych grup z Wilna na Jasną Górę” – odpowiedziała mi Mirosława Szymusik, sekretarz jasnogórskiego biura prasowego. Po tych słowach zawiesiła głos i głęboko się zamyśliła. „A wie pan, byłaby to piękna sprawa” – powiedziała po kilku chwilach. – „Może dzięki »Kurierowi Wileńskiemu« udałoby się rzucić Wilnu takie wyzwanie i wspólnie taką tradycję pielgrzymki od Matki Ostrobramskiej do Matki Częstochowskiej zaszczepić” – rozmarzyła się. Przyznaję. Faktem, że między dwoma największymi ośrodkami kultu maryjnego na terenach dawnej Rzeczypospolitej nie pielgrzymowano, byłem nieco zaskoczony. Wertując na gorąco źródła historyczne, też niczego na ten temat z panią Mirosławą nie znaleźliśmy. Pielgrzymka od Panny Świętej, co w Ostrej Świeci Bramie, do tej, co Jasnej broni Częstochowy, wydała mi się jednak czymś niezwykłym. Pospiesznie zatem złożyłem pani sekretarz obietnicę. „Przynajmniej spróbujemy” – powiedziałem. Będąc w Wilnie, pomysł przedyskutowałem z innymi dziennikarzami.

Odzew był w miarę zgodny. Łatwo nie będzie, ale dlaczego się nie przekonać. Najdłuższa pielgrzymka na 15 sierpnia maszeruje do Częstochowy z Helu. W ciągu 19–21 dni, w zależności od okoliczności, pątnicy pokonują 640 km. Według nawigacji w telefonie spod Ostrej Bramy na Jasną Górę jest dokładnie 698 km. Czyli tylko jakiś dzień, dwa dni marszu więcej. Przy okazji jest więc szansa ustanowić nowy rekord, i to nawet podwójny: nie tylko w długości trasy, lecz także początkowej stacji pielgrzymki poza granicami Polski. Owszem, pielgrzymują w sierpniu na Jasną Górę Węgrzy, Włosi czy Ukraińcy, ale robią to w ramach pielgrzymek z diecezji na terenie Polski. Pielgrzymka z Wilna byłaby więc i pod tym względem wyjątkowa. Jestem przekonany, że chętnych do udziału w parafiach na Wileńszczyźnie nie zabraknie. Pytanie tylko, czy znajdzie się ten jeden, który podejmie się roli przewodnika. Przekona kogo trzeba, skrzyknie, zorganizuje, zarazi entuzjazmem, poprowadzi. Lider bowiem w takich sytuacjach zawsze jest niezbędny. Pani Szymusik na moje wątpliwości odpowiedziała krótko: „Jeśli to Boża sprawa, to znajdzie się na pewno”. A zatem, Wilno, czy ktoś podejmie to wyzwanie?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 33(94) 14-20/08/2021