Chwasty

Wyrosły. Przedarły się. Nie miały prawa, całe podwórko jest wyłożone kostką – ciasno, ściśle, zgodnie ze sztuką wykładania kostki brukowej. Gdzieś tam wykiełkowały i dalej szukać słońca, życia. W mojej rodzinie chwasty się wyrywało.

Czy to łopatą, czy nożem podważało się korzenie, czasem nawet polewało się jakimś paskudztwem. Wszystko po to, by rosnąć mogły kwiaty i marchewka, a sąsiad mógł powiedzieć: „Zadbane macie podwórko”. Wyrywał mój pradziad, wyrywał ojciec, to i ja wyrywałam. Ale wyrosłam, poobracałam się wśród botaników, antropologów kultury i innych takich. I myśleć zaczęłam: a czym one gorsze od selera naciowego, piwonii i kalafiorów? I jak zasiałam ostatnio aksamitki (z nasion, które parę lat przeleżały w wilgotnym garażu) i te aksamitki wzięły i przepadły, to stwierdziłam: okay, zobaczę, co wyrośnie z tej ziemi. Bo przecież ziemia ma to do siebie, że z niej zawsze coś wyrasta.

Wynajmuję mieszkanie w domu obetonowanym, że hej. Jego właściciele pilnują sterylności gatunkowej, polegającej na tym, że nie akceptują koloru zielonego na innej płaszczyźnie niż trawnik. Na szczęście wyjechali na całe lato z miasta. Siadam więc na schodku i obserwuję i te moje zachwaszczone donice, i rośliny wypełzające spomiędzy kostki brukowej. Jak rosną z dnia na dzień, jak bardzo chcą lepszego życia – a przecież start miały niełatwy. Wczoraj zainstalowałam w telefonie aplikację, która pomaga rozpoznawać gatunki. Cyk, pierwsze zdjęcie! Telefon mówi, że to rzodkiewnik pospolity – pierwsza roślina, która wyrosła i wydała nasiona w kosmosie (zresztą wyhodowali ją Litwini). Pięciornik gęsi – jak najbardziej jadalny (przyda się!). Konyza kanadyjska – mój telefon mówi, że poza Antarktydą występuje na wszystkich kontynentach, to tzw. gatunek kosmopolityczny (ej, ile się można od tej konyzy nauczyć!). Telefon zachęca: „Kontynuuj skanowanie środowiska w poszukiwaniu organizmów!”. Szczawik żółty – rdzennym mieszkańcom Ameryki Północnej pomagał odstraszać złe duchy (też się przyda!). Im więcej czytam, tym bardziej się oswajam z tymi roślinami, tym bardziej jestem ich ciekawa, tym rzadziej używam słowa „chwast”. Podziwiam ich wolę życia. Ich odwagę. Nie wiem, co będzie dalej. Dziś dają do myślenia. Zastanawiam się, czy da się mieć ogród, w którym będzie miejsce i na łąkę kwietną, i na szklarnię z pomidorami, i na nudny trawnik? A jak obserwuję sytuację na pograniczu białorusko-litewskim, przez którą przedzierają się uchodźcy, to myśli mam podobne.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 34(97) 21-27/08/2021