Dość gadania o „zrównoważonym rozwoju”!

Wśród wielu popularnych i zupełnie niekonkretnych fraz wytrychów, jakimi posługują się hipnotyzerzy mas, obok takich, jak „społeczeństwo obywatelskie” (czy różni się od zwyczajnego tak samo, jak krzesło elektryczne od normalnego?) czy „solidarność europejska” (zazwyczaj to oznacza: „Niemcy chcą coś cudzym kosztem”), funkcjonuje „zrównoważony rozwój”.

Kryje się za nim jakiś pomysł na rzeczywistość, który każdy rozumie na swój sposób i który wypada rozumieć dobrze, bo przecież i rozwój jest czymś dobrym, i równowaga też. Gorzej z precyzowaniem, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Można się domyślać, że równowaga ma polegać na tym, żeby rozwój się nie odbywał jednych kosztem innych – a więc na eliminacji wyzysku i oszustwa, tak? Można zakładać, że równoważenie rozwoju to także bycie przyjaznym dla planety i klimatu – żeby się nie rozpędzić za bardzo i nie zniszczyć środowiska, tak? Można też inne pobożne życzenia pod tym mieścić. I nawet dobrze.

Gorzej, że tego zrównoważonego rozwoju za bardzo nie mamy. Liberalizm wdraża bowiem modele rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego: centralizację dóbr i oczekiwanie, że dobrobyt się rozleje z tak wzmocnionego centrum na peryferia. Jak się usypuje dostatecznie dużą kupę czegokolwiek, to w końcu zaczyna ona nie tylko rosnąć wzwyż, ale i wszerz, prawda? Któż by się spodziewał, że model działający na, przykładowo, stogu siana czy stercie gnoju jeszcze nie sprawdza się na państwach i ludziach? Jak wygląda w praktyce choćby na Litwie – widzimy po wymierających powiatach i, mimo wszystko, nierozwijających się jakoś ich kosztem szczególnie błyskotliwie miastach, a ujemne tendencje demograficzne pokazują, że w takim stogu siana po prostu nie chce się żyć. Wszędzie na świecie model polaryzacyjno-dyfuzyjny prowadzi jedynie do pogłębiania rozwarstwienia i powstawania obszarów zapaści demograficznej. Stąd wszelkie centralistyczne zamaszki polityków, wszelkie „optymalizacje” sieci szkół, poczt i punktów medycznych, wszelkie planowane jedynie z perspektywy wilnocentrycznej reformy traktować należy jako stojące w jaskrawej sprzeczności z ideami zrównoważonego rozwoju, a prowadzące jedynie do zwiększania rozwarstwienia społecznego i zapaści demograficznej. Wystarczy gadania o zrównoważonym rozwoju – jeśli się odbywa zamiast pracy na rzecz rozwoju realnego.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 35(100) 28/08/-03/09/2021