Problem z dziedzictwem

Jest mi absolutnie obojętny los pomnika litewskiego pisarza i działacza komunistycznego Petrasa Cvirki, który decyzją rady ekspertów ds. dziedzictwa kulturowego został skreślony z listy obiektów chronionych. Podobny stosunek miałem do sowieckich rzeźb na Zielonym Moście.

Chociaż różnica między dwoma sprawami jest zasadnicza. O ile w przypadku Cvirki mamy werdykt ekspertów, o tyle w przypadku rzeźb na Zielonym Moście dostaliśmy jednostronną decyzję samorządu. Co, moim zdaniem, w państwie prawa jest nie dopuszczalne. Bo państwo prawa polega na tym, że się trzyma ustalonych norm i zasad. Nie wiem, co powstanie w miejscu pomnika pisarza. Jeśli zostanie umieszczona jakaś współczesna instalacja, to nie będzie mi to w żaden sposób przeszkadzało. W odróżnieniu od zwolenników post- czy pseudoklasycystycznego stylu w sztuce uważam, że sztuka ma odzwierciedlać dzień dzisiejszy, a nie powielać rozwiązania z przyszłości. Dlatego absolutnie mi nie przeszkadza, a nawet na swój sposób podoba się tak denerwująca wielu postmodernistyczna rzeźba „Nadbrzeżna arka” nad Wilią, która przez wielu jest nazywana „rdzawą rurą”.

Nie uważam też, że decyzja o przeniesieniu pomnika Cvirki jest tematem zastępczym. Świadczy o tym pokaźna dyskusja w społeczeństwie. Jestem zwolennikiem obalania pomników w czasie rewolucji, dlatego nie rozumiem, dlaczego ten pomnik nie został zdemontowany w latach 1990–1992, kiedy zniknęły pomniki Lenina i Czernichowskiego. Po 30 latach niepodległości walka z pomnikami jest co najmniej dwuznaczna. Jeśli rzeźba pisarza komunisty nadal budzi takie emocje, to oznacza, że Związek Sowiecki mimo upadku nadal jest żywy w naszym społeczeństwie. To z kolei oznacza, że przez trzy dekady wszystkim ekipom rządzącym nie udało się przeprowadzić do końca procesu desowietyzacji. Desowietyzacja nie polega na usunięciu tego lub innego obiektu, tylko na zmianie mentalności. Nadal na poziomie państwowym nie został przemyślany stosunek do spuścizny sowieckiej. A być może w ogóle do historii. Więc jeśli nie udało się tego zrobić na poziomie państwowym, dlaczego miało się udać w skali mikro, czyli wewnątrz polskiej mniejszości? Niech więc nie dziwi uczestniczenie Waldemara Tomaszewskiego zarówno w obchodach 9 maja na cmentarzu Antokolskim, jak i rocznicy operacji „Ostra Brama” w Krawczunach, czyli de facto jednoczesne składanie wieńców oprawcom i ofiarom.

[wyimek]

Skoro desowietyzacja nie udała się na poziomie państwowym, dlaczego miała się udać wewnątrz polskiej mniejszości?

Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 37(106) 11-17/09/2021