Kardynał i Wilno

Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, który tej niedzieli w świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie zostanie uroczyście wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony Kościoła katolickiego, osobiście w Wilnie nigdy nie był.

Przed wojną po prostu się nie przydarzyło, a po wojnie już raczej nie mogło. Przynajmniej taką wiedzę na ten temat ma Ewa K. Czaczkowska, autorka monumentalnej biografii „Kardynał Wyszyński”. A jeśli ona tak twierdzi, to tak zapewne jest, bo jej wiedza o życiu i działalności prymasa Polski jest doprawdy imponująca. Fakt ten nie znaczy jednak, że Stefanowi Wyszyńskiemu Wilno było obce i że nie miał z nim żadnych związków. Kardynał wyrastał w silnym kulcie maryjnym, który pielęgnował przez całe życie. To przez Maryję zawierzył swoje życie Bogu Jedynemu. Na ścianie jego rodzinnego domu oprócz wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej wisiała także Matka Boża Ostrobramska. Modlił się do niej przez całe życie.

Co ciekawe, prymas Polski miał taki zwyczaj: budził się zwykle o godz. 4 nad ranem i przez godzinę modlił się, leżąc jeszcze w łóżku. Odbywał wówczas taką duchową, wewnętrzną pielgrzymkę po sanktuariach maryjnych, m.in. właśnie do Ostrej Bramy. Kard. Stefan Wyszyński miał też zwyczaj odprawiania mszy świętych z hostią, którą przywoził z wileńskiej Ostrej Bramy jego osobisty spowiednik, ks. Edmund Boniewicz. Wyjeżdżał on za wschodnią granicę w tajnych misjach kościelnych i jeździł m.in. do Wilna i okręgu wileńskiego, z których to wizyt zawsze zdawał prymasowi szczegółowe relacje po powrocie. Prymas szczególnie w latach 70. ubiegłego wieku często odnotowywał Wilno w swoich dziennikach „Pro memoria”. Żywo interesował się losem Polaków, którzy zrządzeniem historii pozostali po tamtej stronie powojennej granicy. Zbierał informacje o ich losie nie tylko od ks. Boniewicza, ale też od innych księży, którzy wyjeżdżali na Wileńszczyznę i w ogóle na tereny dawnego ZSRS, czy to w celach duszpasterskich, czy nawet tylko turystycznie. Przekazywał otrzymaną wiedzę do Watykanu, informując Stolicę Apostolską, jaka jest sytuacja Kościoła na Wschodzie. I choć, jako się rzekło, prymas w Ostrej Bramie nigdy osobiście nie stanął, z pewnością również Litwa i miasto nad Wilią zawdzięczają mu wiele. Położył mocny fundament, by skutkiem zburzenia komunistycznego imperium wyzwoliły się z sowieckich szponów, a Kościół mógł w nich spokojnie działać i się rozwijać. Szczególnie wierni powinni o tym pamiętać.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 37(106) 11-17/09/2021