Muszą polecieć głowy

Ministerstwo Zdrowia ponownie znalazło się na celowniku krytyki opozycji i ośrodka prezydenckiego. Doradczyni prezydenta Irena Segalovičienė oświadczyła, że szef resortu, Arūnas Dulkys, osobiście jest odpowiedzialny za pogarszającą się z każdym dniem sytuację epidemiologiczną. Ośrodkowi prezydenckiemu wtórował były premier Saulius Skvernelis, który stwierdził, że ministrowi nie udało się „zostać politykiem wiedzącym, co to jest polityczna odpowiedzialność”. Premier Ingrida Šimonytė odrzuciła wszelkie zarzuty pod adresem resortu zdrowia, podkreślając, że na pogorszenie się sytuacji wpłynęło mnóstwo czynników.

I w tym z pewnością ma absolutną rację, bo sytuacja z pandemią jest o wiele bardziej skomplikowana. Problem polega na tym, że rząd, będąc podstawową częścią władzy wykonawczej, jakby z automatu przyjął na siebie odpowiedzialność za sytuację w kraju. Czasami, kiedy sytuacja jest bardzo trudna, muszą polecieć głowy ministrów. Tak, by społeczeństwo uspokoiło się, a rząd mógł pracować dalej. Nawet jeśli wina konkretnego ministra jest mocno wyolbrzymiona.