Usprawiedliwianie gazowego bandytyzmu

Ceny gazu strzeliły w Europie w górę. Rosja nie ukrywa, że robi to celowo nie tylko, by zmusić Danię do przyśpieszonego wydania zezwolenia na eksploatację gazociągu Nord Stream 2, ale też, by wyzyskać sytuację w Europie, gdy powodowane irracjonalną obsesją Niemcy dążą do zamknięcia elektrowni atomowych i zastąpienia ich wiatrakami, panelami słonecznymi i gazem.

Dlaczego gazem? Nie od dziś wiadomo, że słońce nie świeci, a wiatr nie wieje przez całą dobę – a prąd jest potrzebny cały czas. Dlatego braki w dostawach elektryczności ze źródeł odnawialnych należy równoważyć bardziej efektywnymi źródłami: atomem lub elektrowniami cieplnymi, spalającymi niemodny już węgiel, gaz lub drewno (biomasę). Dlatego najbardziej zieloną gospodarkę ma Francja, napędzająca się atomem, zaś Niemcy emitują teraz coraz więcej gazów cieplarnianych.

Dla nas oznacza to, że drożeje ogrzewanie. Mocno. Ucierpią najwrażliwsze warstwy społeczeństwa, emeryci, osoby samotne, niepełnosprawne.

W obliczu różnych innych protestów, mniej lub bardziej słusznych, dziwi brak protestów właśnie przeciw dyskryminacji grzewczej. Ba, pojawią się na pewno nawet komentarze, że przecież Rosja może robić, co chce, z instrumentami, które posiada. I, że sami jesteśmy winni, że nie żyjemy dobrze z agresywnym, imperialistycznym „sąsiadem” (pomijając fakt, że nikt go w sąsiedztwo nie zapraszał). Cóż – może niektórzy lubią dostawać po garbie?