Oby więcej awarii!

Mająca miejsce w poniedziałek awaria usług firmy Facebook (m.in. portalu o tej nazwie, a także Instagrama i komunikatora WhatsApp) trwała kilka godzin, ale stać się może przyczynkiem do kilku ważnych wniosków.

Te, iż media nie rozumieją, jak działa giełda (Facebook nie „stracił” 5 ani 7 mld dolarów, tylko wartość jego akcji o tyle zmalała) czy że ludzie przestali nadążać za rozwojem technologii (ta historyjka o pracownikach Facebooka, którzy nie mogli wejść do pracy, gdyż zamki się otwierają tylko na klucz elektroniczny, sterowany przez zepsute komputery po drugiej stronie drzwi), są najbanalniejsze. O stopniu uzależnienia współczesnego życia od sieci społecznościowych (czy jednak powinno się je tak nazywać, mając na względzie ich antyspołeczny charakter?) mówić też można. Warto się jednak zastanowić nad czym innym. Znane są doniesienia wiążące powstanie Instagrama ze skokiem depresji i myśli samobójczych wśród nastolatków. Widzimy co bardziej ekscentrycznych polityków, którzy są produktem właśnie sieci pokroju Facebooka i panujących tam mechanizmów premiowania takich, a nie innych rodzajów zachowań. Badania o czasie skupienia uwagi dzieci, zdolnościach kognitywnych, obserwowanie ludzi z wzrokiem wbitym w telefony, którzy już nie w dowcipach, ale w rzeczywistości potrafią siedzieć obok siebie, za to wzajemne interakcje uprawiać w przestrzeni wirtualnej – mamy to wszystko na wyciągnięcie ręki.

Czy zatem uprawnione jest mówienie, że sieci te są przyszłością mediów, jak gdyby była ona bezpowrotnie zdeterminowana, czy też należałoby jednak powiedzieć, że takiej przyszłości nie chcemy, że nie chcemy, by ludzi kształtowały takie mechanizmy, o których widzimy, iż prowadzą do zatracenia? Czy nie należy temu scenariuszowi rzucić wyzwania, czy nie należy wymarzyć sobie innej przyszłości i jej budować? Ale czy stać nas jako społeczeństwo na ten rachunek sumienia? Na spojrzenie prawdzie w oczy, że poprzez, między innymi właśnie, poddanie się informacji wypieranej przez rozrywkę doprowadziliśmy do powstania pokolenia 40-letnich dzieci? Ale też na prognozę, według tych tendencji, do jakich trendów doprowadzą idące po linii jeszcze mniejszych wymagań wobec odbiorców rozrywki w kolejnych latach? Czy jesteśmy dość dojrzali, by się z tą rzeczywistością mierzyć? I czy jeszcze jesteśmy społeczeństwem, któremu nie jest obojętna jego przyszłość?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 41(118) 09-15/10/2021