Nieuctwo

Drastyczny skok cen energii wyrwał nareszcie z błogiego odrętwienia naszego ministra energetyki. Jego reakcja zresztą tylko rozzłościła publikę, okazało się bowiem, że pomysłu na problemy nie ma.

Propozycja rozłożenia w czasie kosztów przypomina raczej gaworzenie dziecka. A problem jest poważny, w istocie mamy na naszym kontynencie prawdziwy kryzys energetyczny i – co najgorsze – częściowo zaprogramowany przez politykę włodarzy zjednoczonej Europy. Sytuację najprościej można określić jako perfect storm – zbieg wielu negatywnych czynników w jednym czasie. Jest postpandemiczny wzrost gospodarek, szczególnie azjatyckich, napędzany w dodatku emisją pieniądza, uruchomioną na początku pandemii w panice przed kryzysem. Kryzys się nie zdarzył, zaś oszalała drukarka nadal skutecznie napędza inflację. Azja stała się atrakcyjnym rynkiem na surowce energetyczne, co zmniejszyło ich podaż w Europie i jest to jedną z przyczyn obecnego deficytu. Ze swej strony Rosja ograniczyła trzykrotnie przepływ gazu naziemnymi rurociągami, robiąc niedwuznaczną aluzję w kierunku szybszego otwarcia Nord Stream 2. Ubiegła zima była dłuższa i ostrzejsza niż zwykle, co opustoszyło europejskie rezerwuary gazu.
No i ostatnia okoliczność – wiejące w Europie wiatry były słabsze, a i aktywność słoneczna taka sobie, dlatego produkcja energii z odnawialnych źródeł okazała się niedostateczna. Jedną z podstawowych zasad energetyki przy budowie wiatraków czy elektrowni słonecznych jest utworzenie mocy rezerwowych, czyli klasycznych elektrowni działających w sytuacji braku wiatru czy słońca. Im więcej jest ekologicznych elektrowni, tym więcej trzeba rezerwowych. Jest to elementarna prawda, której nie chcieli znać zieloni decydenci. Na tym tle katastrofalną okolicznością jest pochopna rezygnacja w Niemczech z energetyki jądrowej po katastrofie w Fukushimie, co dzisiaj pchnęło RFN w objęcia rosyjskiego gazu. Nikt jeszcze nie zdołał wyjaśnić, dlaczego energetyka jądrowa jest postrzegana jako nieekologiczna. Według wyliczeń Vattenfallu wytworzenie 1 kWh energii w elektrowni jądrowej powoduje emisję 2,5 g CO2, podczas gdy w przypadku energii wodnej jest to 4 g/kWh, a wiatrowej – 12 g/kWh. Nie ma innej opcji – musi nastąpić powrót energetyki jądrowej, jeśli zielony kurs w energetyce jest brany na poważnie. Zażartujmy: już wiadomo, gdzie będzie pracował przyszły niemiecki kanclerz po upływie kadencji. Zostanie prezesem zarządu korporacji Rosatom.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 41(118) 09-15/10/2021