Polski podbój kosmosu. Też z Litwy

Silnik detonacji rotacyjnej – RDE, czyli rotational detonation engine – jest swoistym Świętym Graalem wśród napędów rakietowych. Obecnie w badaniach nad tym napędem przodują, między innymi, Polska i Japonia.

Japończycy testują napęd w próżni, zaś właśnie Polacy dokonali w ostatnich dniach testu naziemnego, wybijając się tym samym na prowadzenie. Każda pionierska technologia wiąże się z tym, że ma niską poprzeczkę dla nowych graczy, nie wymaga bowiem posiadania dużego zaplecza oraz fundamentu w postaci dotychczasowych inwestycji. Kluczowe są kapitał ludzki i synergia. W ten sposób Litwa stała się światowym liderem technologii laserowych, a skutkiem tego mamy najszybszy internet dostępny dla całej populacji i w bardzo przystępnej cenie. Wydawałoby się – daleka droga od dość, z punktu widzenia codziennego użytku, egzotycznej technologii, do czegoś, co niemal każdy ma w domu. Podobnie było z podbojem kosmosu przez Amerykanów. Dziś sobie trudno wyobrazić kuchnię bez teflonu, ubrania codziennego użytku bez rzepów – a są to tylko przykłady z ogromnej rzeszy technologii, które powstały przy okazji lotów ku gwiazdom.

Niegdyś pierwszy krok ku gwiazdom został uczyniony właśnie na naszych ziemiach, przez Kazimierza Siemienowicza, który wymyślił rakiety wieloczłonowe; Saturn V, rakieta tego typu, zaniosła ludzi na Księżyc. Z takim dziedzictwem byłoby czymś naturalnym, żebyśmy również stali się równoprawnym uczestnikiem w sięganiu do gwiazd. Być może też jest właśnie dobry ku temu czas: nikt nas nie okupuje, nie mamy zbytnich przeszkód w dążeniu do rozwoju, wystarczy tylko „chcieć chcieć”. Jedyną przeszkodę mogą stanowić własna niemoc i klasy polityczne, zachłystujące się ideologiami pychy, zamiast rozwijać w sobie chęci wzrastania ku niebu. A tej chęci nie musimy nawet naśladować czy w sobie wzbudzać – wystarczy ją jedynie odkryć na nowo. Mało kto może się pochwalić motywem podboju kosmosu w swojej dawnej literaturze. W dodatku tak oryginalnym, jak postać Pana Twardowskiego, dworzanina Zygmunta Augusta i pierwszego człowieka na Księżycu. Czy można z tego wnioskować, że zawsze nasza zbiorowa fantazja poszukiwała przygód w innych światach, czy też że po prostu umieliśmy wówczas marzyć i tam sięgać, gdzie wzrok nie sięgał? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ale jeśli będziemy „chcieli chcieć”, to i sięgnąć znów można będzie spróbować.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 42(121) 16-22/10/2021