Czy tego chcemy?

Mogło się wydawać w ostatnich latach, że wzajemne wizyty i rewizyty polityków z Wilna i Warszawy świadczą o tym, że najgorsze mamy ze sobą. I nikt nie chce powracać do okresu tzw. zimnego pokoju, kiedy przez kilka lat relacje polsko-litewskie praktycznie nie istniały. W ubiegłym roku politycy koalicji rządzącej twierdzili, że przynajmniej w części są za rozwiązaniem polskich postulatów.

Twarzą tej zmiany miała być Polka, litewska minister sprawiedliwości Ewelina Dobrowolska, która wcześniej pracowała nad projektem nowej ustawy o mniejszościach narodowych. We wrześniu premier Ingrida Šimonytė, mówiąc o kwestiach związanych z polską mniejszością, zapewniła Mateusza Morawickiego, że jest przekonana, iż „ściśle współpracując, możemy rozwiązać wszystkie otwarte pytania”. Okazało się, że wcale tak różowo nie jest. W ubiegłym tygodniu w Sejmie został zarejestrowany nowy projekt ustawy konstytucyjnej o języku państwowym. Art. 7 proponowanej ustawy stanowi m.in.: „W państwowych i samorządowych placówkach oświatowych naucza się i ocenia się osiągnięcia w nauczaniu w języku litewskim”. W rzeczywistości to może oznaczać likwidację szkolnictwa w językach mniejszości narodowych. Takich kwiatków w projekcie jest więcej.

Nowa ustawa, jeśli zostanie przejęta, tak naprawdę zamyka drogę do zapisu miejscowości w językach mniejszości narodowych, o co litewscy Polacy zabiegają od lat.
Autorami projektu są głównie konserwatyści. Chociaż w tym gronie znalazła się też posłanka Partii Wolności Silva Lengvinienė. Partii, dla której, jak twierdzili jej liderzy, walka o prawa mniejszości i grup wykluczonych jest priorytetem. Jeszcze bardzo niepokoi, że wśród autorów znalazła się minister oświaty Jurgita Šiugždinienė. Nawet jeśli ustawa zostanie odrzucona, to pokazuje, jaki stosunek do szkół mniejszości narodowych ma obecna szefowa resortu. Jeśli natomiast ustawa, nawet po poprawkach, zostanie przez litewski parlament zaaprobowana, to jest bardziej niż pewne, że będziemy mieli powtórkę z roku 2011, kiedy ówczesny minister oświaty Gintaras Steponavičius wprowadził ujednolicony egzamin z języka litewskiego, co w znaczny sposób pogorszyło wyniki absolwentów polskich i rosyjskich szkół na Litwie. Pogorszyły się nie tylko wyniki z egzaminów, lecz także stosunki między dwoma krajami. Czy naprawdę tego chcemy, jeśli uwzględnimy aktualną sytuację geopolityczną w regionie?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 42(121) 16-22/10/2021