Spór o ocenę kolonializmu

W Wielkiej Brytanii wybuchła medialna burza po tym, jak tamtejsza minister ds. równości Kemi Badenoch stwierdziła, iż brytyjski kolonializm wcale nie przyniósł szkód zwykłym Afrykanom, a jedynie zmienił pozycję lokalnych elit. Każdy na jej miejscu zostałby okrzyknięty rasistą i z hukiem zmuszony do dymisji, ale nie ona. Dlaczego?

Ponieważ Kemi Badenoch jest czarnoskórą kobietą nigeryjskiego pochodzenia. Jak sama mówi: „Nie obchodzi mnie kolonializm, ponieważ wiem, co sami robiliśmy, zanim zjawił się tu kolonializm. Przybyli kolonizatorzy i po prostu stworzyli kolejną grupę zwycięzców i przegranych”. W rzeczywistości brytyjskie porządki często poprawiały dolę tubylców, ponieważ wcześniejsze rządy miejscowych kacyków bywały despotyczne i bezlitosne. Warto przypomnieć, że w XIX w. Anglicy znieśli w swoich koloniach niewolnictwo, a ich flota rozpoczęła walkę z transatlantyckim handlem niewolnikami, doprowadzając do zakończenia tego procederu. Narzucając swój ład, starali się oni zastąpić tyranię lokalnych wodzów rządami prawa i wprowadzić niezależne sądownictwo. Przyczyniali się też do likwidowania okrutnych zwyczajów.

W Indiach np. zakazali miejscowej ludności praktykowania rozpowszechnionego w hinduizmie obrzędu zwanego sati. Polegał on na tym, że wdowa po śmierci męża musiała zostać spalona żywcem wraz z jego zwłokami na stosie pogrzebowym. W 1823 r. Anglicy pod groźbą kary śmierci zabronili tego rytuału. W wielu miejscach pozostawili po sobie funkcjonujące do dziś szpitale, szkoły czy dworce kolejowe. Oczywiście, nie oznacza to, że brytyjski kolonializm był zjawiskiem jednoznacznie pozytywnym. Miał on, rzecz jasna, wiele ciemnych stron. Jeśli spojrzymy jednak na sprawę w szerszym kontekście historycznym, okaże się, że po pierwsze, był on znacznie bardziej łagodny niż kolonializmy innych państw, np. okrutne i zbrodnicze rządy Belgów w Kongo; po drugie, często dla tubylczej ludności okazywał się przyjaźniejszy niż poprzednie tyranie miejscowych wodzów. To właśnie miała na myśli minister Kemi Badenoch. Na koniec można dodać, że likwidacja kolonializmu nie przyniosła, jak się spodziewano, respektowania praw człowieka, reform społecznych i rozkwitu gospodarczego. W wielu krajach dekolonizacja umożliwiła powstanie nowych despotyzmów, których symbolami pozostają krwawi dyktatorzy w rodzaju Bokassy, Francisco Macíasa Nguemy, Idi Amina czy Mobutu Sese Seko. 


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 42(121) 16-22/10/2021