Misyjny bastion

Znany francuski socjolog Jérôme Fourquet opublikował niedawno tekst, w którym przedstawia rzeczywistość Kościoła w swoim kraju. Zauważa, że postępująca dechrystianizacja spowodowała, iż katolicyzm utracił tam wszelki wpływ na życie publiczne.

Ponieważ natura nie znosi pustki, mieszkańcy szukają innych propozycji duchowych. Okazuje się, że co drugi Francuz znajduje się w trakcie jakichś poszukiwań duchowych. Największą popularnością cieszą się te odpowiedzi, które nie są zbyt wymagające. Jedna czwarta populacji oddaje się np. jodze, której sukces – zdaniem naukowca – wynika z faktu, iż jest ona całkowicie plastyczna i nie stara się nikomu niczego narzucać. Swoich zwolenników mają także szamanizm, magia i ezoteryka. Dla chrześcijaństwa, jak zauważa Fourquet, jest to sytuacja bezprecedensowa, ponieważ po raz pierwszy od niemal półtora tysiąca lat jest ono mniejszością we Francji. Szczególnie dojmujący jest spadek powołań kapłańskich. Jeszcze na początku XX w. było w tym kraju prawie 100 tys. księży, dzisiaj jest ich już tylko 11 tys. Mimo zatrważających danych socjolog uważa, że sytuacja nie jest beznadziejna. Według niego Kościół stoi dziś przed wyborem: bastion albo misja, choć nie wyklucza, że możliwe jest połączenie obu sposobów obecności w świecie, czyli misyjny bastion.

Ciężar ewangelizacji powinien przesunąć się jednak na ludzi świeckich, rodziny i małe wspólnoty. Diagnoza francuskiego socjologa doskonale współgra ze słowami ks. Josepha Ratzingera, który w 1969 r. nakreślił swoją wizję przyszłości Kościoła: „Z obecnego kryzysu wyłoni się Kościół jutra – Kościół, który stracił wiele. Będzie niewielki i będzie musiał zacząć od nowa, mniej więcej od początku. Nie będzie już w stanie zajmować wielu budowli, które wzniósł w czasach pomyślności. Ponieważ liczba jego zwolenników maleje, więc straci wiele ze swoich przywilejów społecznych. (…) Jako mała wspólnota będzie kładł dużo większy nacisk na inicjatywę swoich poszczególnych członków. (… ) Ale kiedy minie już proces tego odsiewania, wielka moc popłynie z bardziej uduchowionego i uproszczonego Kościoła. W totalnie zaplanowanym świecie ludzie będą strasznie samotni. Jeśli całkowicie stracą z oczu Boga, odczują całą grozę swojej nędzy. Następnie odkryją małą trzódkę wyznawców jako coś całkowicie nowego. Odkryją ją jako nadzieję, która jest im przeznaczona, odpowiedź, której zawsze potajemnie szukali”.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 47(135) 20-26/11/2021