Rozszczepienie

Trafiłem na relację wiarygodnej osoby, znającej język arabski, badającej komunikatory używane przez migrantów próbujących dostać się przez Białoruś do Europy. Opowiada, jakimi informacjami i mapami się dzielą (doskonale wiedzą, ile jest kilometrów od Mińska do Berlina), jak planują trasę, jaki mają stosunek do lokalnej ludności.

Jak reklamują się tam organizatorzy przemytu ludzi, nagrywając filmiki i podając swoje numery telefonów. Wszyscy uczestnicy tego procederu doskonale rozumieją, że nie są żadnymi uchodźcami i że taki status im się nie należy, ale nie przeszkadza to w dzieleniu się poradami, jak unikać kontaktu z polskimi i litewskimi służbami (jakikolwiek zarejestrowany urzędowo kontakt z nimi zamyka drogę do uzyskania azylu w Niemczech) oraz jaką historię sprzedać służbom niemieckim (bo to do Niemiec chcą). Międzynarodowa sieć przemytu ludzi do Europy, jaką Rosja zorganizowała w 2015 r., została przekierowana na nasze granice i używana jest jako broń przeciw naszej państwowości. Są tacy, którzy mówią, że przecież możemy wpuścić te parę tysięcy. Problem w tym, że po nich przyjdzie kolejne parę – a zasób demograficzny krajów arabskich to prawie pół miliarda ludzi.

Przyjmiemy wszystkich? Tymczasem na litewskim portalu pojawiają się artykuły w stylu „Opowieść Litwinki, która wyszła za mąż za Kurda” (źródło: materiały projektowe) obok tekstów ocieplających wizerunek Rosji. I nawoływań do otwierania granic. W mediach w Polsce: „Kolejna szokująca informacja białoruskiej straży granicznej. Syryjczycy mieli być pobici przez polskich pograniczników”, obok szczucia na polską Straż Graniczną i ordynarnych fejków. W obydwu krajach aktywiści dziwią się, że karetka długo jedzie do migrantów, a zupełnie ignorują fakt, że do własnych obywateli jedzie jeszcze dłużej. Pochylają się nad polewanymi wodą agresorami, a nie szczędzą obelg pod adresem własnych marznących żołnierzy. Wołają o traktowanie migrantów po ludzku, a odmawiają człowieczeństwa swoim współobywatelom. Frédéric Joliot-Curie pisał: „Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero gdy dany kraj zauważy, że plony jego uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i tę wojnę przegrał”. Bierzemy udział w wojnie. Możemy ją wygrać jako społeczeństwo. Obronić się przed rozszczepieniem, do jakiego próbuje się u nas doprowadzić pod płaszczykiem fałszywego humanitaryzmu.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 47(135) 20-26/11/2021