Kto płaci za podatek od aut?

Zostało odnotowane w Polsce okresu międzywojennego, iż komunizm jest bękartem liberalizmu. Nie sposób się nie zgodzić z tą uwagą, obserwując kolejne pomysły na opodatkowanie samochodów. Rządząca Litwą koalicja partii liberalnych wymyśliła bowiem, żeby opłatę ekologiczną, płaconą jednorazowo przy rejestracji samochodu, zastąpić corocznym podatkiem, zależnym od nominalnej „nieekologiczności” auta.

Oznacza to, że jeśli ten pomysł przejdzie, płacić się będzie za sam fakt posiadania samochodu, niezależnie nawet od tego, czy się nim jeździ, czy też nie. Zresztą, byłby to, podobnie jak obowiązująca teraz opłata przy rejestracji, podatek dublujący się z istniejącymi opłatami. Teraz bowiem każdy płaci podatek ekologiczny pod postacią akcyzy na paliwo, która również wzrośnie. Czyli dwa razy trzeba by płacić za to samo.

Pomysły podwójnego opodatkowania również budzą niedobre skojarzenia – tam bowiem, gdzie „burżujów” nie wyniszczono od razu, „badylarzy” i „prywaciarzy” (w rzeczywistości, najczęściej drobnych rzemieślników, jak warszawski kapelusznik Sterkowski) również obciążano domiarami, żeby sami zrezygnowali z działalności. Wówczas „nowymi elitami”, w których interesie to robiono, była partyjna nomenklatura. A w czyim interesie jest obecne niszczenie drobnej przedsiębiorczości i zniechęcanie do pracy mieszkańców mniejszych miejscowości (do której najczęściej mogą dojechać jedynie samochodem)?