Dwie Ameryki, dwie Ukrainy

W Stanach Zjednoczonych mówi się, że istnieją obok siebie dwie Ameryki: jedna – postępowa, liberalna, ukształtowana przez rewolucję obyczajową i seksualną; druga – konserwatywna, religijna i przywiązana do tradycyjnych wartości.

Ten podział z roku na rok narastał, by osiągnąć swoje apogeum za prezydentury Donalda Trumpa, kiedy emocje wydawały się sięgać zenitu. Wybór Joego Bidena nie uspokoił jednak sytuacji, wręcz przeciwnie, zaognił ją jeszcze bardziej. Okazuje się, że od czasów wojny secesyjnej w XIX w. Stany Zjednoczone nigdy nie były tak wewnętrznie podzielone jak obecnie. To pęknięcie pokazały niedawne badania opinii publicznej przeprowadzone przez Centrum Polityki przy Uniwersytecie Wirginii. Oto kilka uzyskanych wyników: 80 proc. zwolenników Bidena uznaje republikanów za zagrożenie dla demokracji, a 84 proc. zwolenników Trumpa uznaje demokratów za zagrożenie dla demokracji. 78 proc. zwolenników Bidena uważa, że republikanie chcą zniszczyć postępowe wartości amerykańskie, a 87 proc. zwolenników Trumpa uważa, że demokraci chcą zniszczyć tradycyjne wartości amerykańskie. 56 proc. zwolenników Bidena jest przekonanych, że sympatycy Trumpa są faszystami, a 76 proc. zwolenników Trumpa jest przekonanych, że sympatycy Bidena są komunistami.

Dla politologów bardziej niepokojący jest jednak inny wynik: 41 proc. wyborców Bidena dopuszcza możliwość oddzielenia się stanów, w których rządzą demokraci, od stanów, w których rządzą republikanie. Podobna wrogość jest po drugiej stronie: 52 proc. wyborców Trumpa podtrzymuje możliwość oddzielenia się stanów „republikańskich” od stanów „demokratycznych”. Komentując wspomniane badania, Aleksander Motyl, amerykański historyk ukraińskiego pochodzenia, zauważył, że przez ostatnich 30 lat politolodzy przestrzegali przed groźbą rozpadu Ukrainy na dwa oddzielne państwa. Dziś naukowiec jest jednak większym optymistą, jeśli chodzi o zachowanie jedności Ukrainy niż Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem Ukraińcy są dziś mniej podzieleni niż Amerykanie. Obecnie nie można już bowiem mówić o dwóch Ukrainach, jak jeszcze 10 lat temu. Utrata Krymu i Donbasu spowodowała bowiem oddzielenie zrusyfikowanej i bardziej zsowietyzowanej ludności, zaś wojna z Moskwą skupiła naród wokół wartości patriotycznych. Nie od dziś wiadomo, że wspólny wróg konsoliduje. Być może więc zagrożenie ze strony Chin sprawi, iż Amerykanie znowu się zjednoczą.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 48(138) 27/11-03/12/2021