Czy można było uratować ZSRS?

Przed 30 laty w Puszczy Białowieskiej, w domku myśliwskim w Wiskulach, ostatecznie upadło imperium sowieckie. Prezydenci Jelcyn, Szuszkiewicz i Krawczuk wbili gwoździe do trumny komunistycznego państwa, kończąc tym okres księżycowej gospodarki, królestwa krzywych zwierciadeł oraz powszechnej kontroli wszystkiego.

Od tego czasu raz po raz słychać pytanie: a czy można było uratować ZSRS? Można było, ale operację ratowniczą trzeba było zacząć w końcu lat 60. ZSRS upadł z powodu niewydolności gospodarki planowej, wywołanego tym chronicznego niedoboru towarów, rosnącego opóźnienia technologicznego i naukowego, stagnacji kadr i degradacji elity politycznej, a do tego doszły czynniki zewnętrzne: ostry spadek cen ropy oraz wojna w Afganistanie. Fundamentalną przyczyną jednak był monopol partii komunistycznej na władzę oraz kryzys tej ideologii. Do końca lat 60. poziom techniczny państwa komunistycznego był niższy niż świata kapitalistycznego, ale nie drastycznie. Dopóki decydowała odróbka mechaniczna metali, gospodarka się trzymała, Chruszczow nawet groził, że prześcignie USA w rozwoju. Kryzys się zaczął, gdy rozpoczęła się rewolucja w mikroelektronice, która miała katastrofalny wpływ na konkurencyjność sowieckich produktów przemysłowych za granicą.

Od tego czasu stopniowo narastał import towarów konsumpcyjnych i zanikał eksport towarów przemysłowych. Sowiecka planowa gospodarka z jej izolacją od konkurencji, potwornym monopolem, pogardą dla konsumenta, dogmatyczną centralizacją nie tylko odrzucała innowacje, lecz także uniemożliwiała wzrost wydajności, utrwalając techniczne zacofanie kraju. W latach 70. i na początku 80. wszystko się trzymało z powodu 13-letniego okresu wysokich cen na surowce energetyczne; wówczas co trzeci bochenek chleba był wypiekany z importowanej mąki, a praktycznie cała hodowla była oparta na importowanych paszach. Złoty deszcz petrodolarów zakończył się w 1986 r. i wówczas nastąpił krach. A można było w końcu lat 60. zacząć wprowadzać elementy gospodarki rynkowej, co próbował robić ówczesny premier Kosygin, ale natrafił na fanatyczny opór partyjnego betonu. Chińczycy zachowali się inaczej i w 1978 r. przyjęli zaproponowany przez Deng Xiaopinga nowy kurs, w którym położono nacisk na reformy gospodarcze i otwarcie Chin na świat. Wyniki widzimy dzisiaj. Sowieci więc, zamiast rozjeżdżać czołgami praską wiosnę, raczej musieliby przyłączyć do ich reform, wymagałoby to jednak wyrzeczenia się ideałów komunizmu.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 51(147)18/12/2021-07/012/2022