Wartości, polityka, biznes

Polityka oparta na wartościach – takie sformułowanie z pewnością u niejednego na twarzy wywołuje uśmiech. No, bo gdzie są wartości, a gdzie politycy?

Z pewnością w wielu momentach tak rzeczywiście jest. Konserwatywno-liberalna koalicja od samego początku deklarowała, że swą politykę zagraniczną będzie opierała na szeroko pojętych demokratycznych wartościach zachodnich. Od samego początku obecny rząd krytykował Chiny za łamanie praw człowieka, co przecież w Chinach jest faktem. Warto spojrzeć na sytuację Ujgurów, gdzie kilkunastomilionowa mniejszość żyje w warunkach nowoczesnego obozu koncentracyjnego. Przedsiębiorcy alarmują, że straty z powodu chińskich sankcji będą olbrzymie i odczują to wszyscy mieszkańcy kraju.

Rząd przekonuje, że wcale tak nie musi być. Sądzę, że prawda leży pośrodku, bo pamiętam, jak przed kilkunastu laty mówiono, że uniezależnienie energetyczne od Rosji jest niemożliwe. Okazało się, że jest. Tu powróćmy na Wileńszczyznę. Czy jednak warto rezygnować z wartości na rzecz korzyści materialnych? Teoretycznie byłby chyba możliwy scenariusz wynegocjowania większego dofinansowania dla Wileńszczyzny w zamian za rezygnację z pewnych praw. Na przykład z prawa do oryginalnej pisowni nazwisk, o które polska mniejszość ubiega się od lat. Prawo do nazwiska jest jednak nieodłącznym elementem praw człowieka. I tego trzeba się trzymać.