Gospodarka dezinformacji

W minionym roku 2021 dezinformacja zajęła właściwe, poczytne miejsce w dyskursie publicznym. Mówiono o potrzebie walki z nią, o zagrożeniach, jakie stwarza, o wpływie na bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne też.

Pochyliła się nad tym Komisja Europejska (ze skutkiem, jak zwykle, dla obywateli w najlepszym przypadku bezwartościowym, zaś w gorszym – szkodliwym), zajęły się sidła społecznościowe (co poskutkowało nasileniem cenzury i pogłębieniem dezinformacji), zajęli się ostatecznie dezinformatorzy, jako jedyni skutecznie, gdyż ich działalność jest chroniona przez absolutnie błędnie rozumianą „wolność słowa”. By być w stanie przeciwstawiać się chaosowi w przestrzeni informacyjnej, należy zacząć od uporządkowania pojęć. Wolność słowa jest pojęciem służebnym – mającym chronić dociekania na rzecz poznania prawdy. Ta pierwotna definicja wolności słowa nie chroni „prawa” do poniżania kogoś, do kłamania czy stosowania werbalnej przemocy. Dezinformacja, jako działalność z założenia nastawiona na oddalenie od prawdy bądź utrudnienie jej poszukiwania, nie jest objęta wolnością słowa.

Kolejną rzeczą fundamentalną jest kontrolowanie narracji. Zarówno prawda, jak i dezinformacja opowiadają określone historie. Można jako przykład podawać narracje w sprawie pandemii czy w sprawie ataku migracyjnego na nasze granice. Jest opowieść o tym, że reżim zorganizował szlak przemytu ludzi do Europy, a na tym handlu zarabiają przemytnicy, zaś sami klienci są świadomi tego, na co się piszą i za co płacą niemałe pieniądze, na których „odzyskanie” liczą po otrzymaniu socjalu w Niemczech (do tego świadomie i planowo bez dokumentów). Jest też opowieść o tym, że w naszych lasach i z naszej (nieprawda) winy zamarzają setki (nieprawda) uchodźców, krzywdzonych przez Straż Graniczną (nieprawda) i „nielegalnie” (nieprawda) wypychanych tam, skąd przyszli, a jedyni sprawiedliwi, jacy im mogą pomóc, to zbierający w internecie pieniądze aktywiści. I podany numer konta jest akurat prawdziwy. Odporność na dezinformację nie jest łatwa ani tania. Bo trzeba cenić prawdę, a to emocjonalnie nieprzyjemne i czasem przykre wręcz. I trzeba mieć świadomość istnienia zła nie tylko w innych, ale i w sobie. Bo bez tego nieświadomy człowiek się staje częścią farmy trolli (a czemu nie używamy własnego słowa, np. „trollchoz”?), tylko większej i bardziej rozproszonej.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 1(3)08/01-14/01/2022