Kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa

Co roku, każdego 13 stycznia, zawsze wracam do tamtych wydarzeń w Wilnie, wspominam ludzi z naszego środowiska, którzy brali w nich udział. Topnieje nasza brygada, kilka lat temu odszedł Maciek Ruszczyński, a parę tygodni temu zmarł Tadziu Markiewicz.

Byli to niezwykli ludzie, którym nikt nie płacił za to, co robili. Do Wilna, jak i do innych miejsc ówczesnego ZSRS jeździliśmy za własne pieniądze, mieszkaliśmy i stołowaliśmy się u naszych przyjaciół z antykomunistycznej opozycji. Nikt nas nigdy nie wydał, nie doniósł do KGB. Mieliśmy wielkie szczęście do doboru znajomych i przyjaciół. Zresztą przyjaźń ta trwa niezmiennie do dnia dzisiejszego. Przy szukaniu różnych informacji w internecie wpadły mi przypadkowo pewne teksty po rosyjsku. Zrozumiałem z nich, że szykuje się kolejna ofensywa kremlowskiej narracji historycznej, która zapewne rozwinie skrzydła w niedalekiej przyszłości.
Otóż okazuje się, że do obrońców wieży telewizyjnej w Wilnie nie strzelali sowieccy desantowcy, ale litewscy strzelcy wyborowi (sic!) z dachów pobliskich bloków mieszkalnych. Kazano im wywołać panikę wśród tłumu, co skończyło się krwawą masakrą (14 zabitych i 700 rannych). Według tych rosyjskich bajek akcja litewskich snajperów zdyskredytowała armię sowiecką oraz sowiecki rząd w oczach opinii światowej. Jeżeli po 31 latach od tragedii czytamy takie absurdy, jakąż interpretację faktów znajdziemy za lat 10, 20? Może na ten przykład przeczytamy, iż pod wieżą to nie byli sowieccy żołnierze, ale przebrani za Sowietów Litwini, przysłani przez Landsbergisa? No, a co z czołgami? – można będzie się spytać. Skradziono je z garnizonu – mogą odpowiedzieć. Przykładów sowieckich (i rosyjskich) przekłamań historycznych mamy niezliczoną ilość. Przecież w Katyniu to Niemcy wymordowali naszych oficerów. Komisja Burdenki to potwierdziła i zgasiła niemieckie kłamstwa. No ale… Polacy zamordowali po 1920 r. 100 tys. jeńców sowieckich, więc właściwie jeśliby nawet Sowieci działali w Katyniu, to byłoby jakieś usprawiedliwienie. A Gorbaczow wydał Polsce dokumenty sprawy katyńskiej nielegalnie, jednak to były właściwie dokumenty sfabrykowane przez Niemców. Nie było żadnego tajnego dodatkowego protokołu do aktu o nieagresji podpisanego 23 sierpnia 1939 r. przez Ribbentropa i Mołotowa. A to, co znaleziono w archiwach niemieckich, a potem moskiewskich – to znów fałszywki. I tak dalej.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 3(9) 22-28/01/2022