Francuskie sposoby na autohałas

W czasach globalnych zagrożeń – jak pandemia, Ukraina, ceny gazu, prądu i żywności, są miejsca na świecie, gdzie mają to wszystko gdzieś.

Może ktoś pamięta stary sowiecki dowcip o mierzeniu prędkości, kiedy w Mołdawii milicja zatrzymuje samochód i mówi, że kierowca przekroczył dozwoloną prędkość? Prowadzący pojazd prosi o dowód naruszenia, a jeden z milicjantów przez radio pyta kolegę:

,,Iljesku, z jaką szybkością jechał ten facet na wołdze?’’

U-ooo-u!!!’’ – odpowiada kolega. ,,A jak powinien jechać?’’. ,,U-uuu…’’… ,,No i widzi pan – będzie mandacik’’ – mówi rezolutnie do zdębiałego kierowcy podkuty technicznie milicjant.

To był żart, który, jak się okazuje, we Francji odgrzano jak stary hot dog. Otóż wprowadzono ostatnio nowe zabawki policji drogowej – radary akustyczne mierzące poziom hałasu. Po przekroczeniu dopuszczalnej jego wartości, wykonują emitującemu go pojazdowi zdjęcie, które, wraz z wezwaniem do zapłaty, trafia do właściciela.

O ile samo zarejestrowanie przekroczenia dopuszczalnego poziomu hałasu nie robi problemów, o tyle precyzyjne ustalenie źródła dźwięku może być nie lada wyzwaniem. Szczególnie w sytuacji, gdy na drodze znajduje się… więcej niż jeden pojazd. Np. traktor francuskiego rolnika.

I co, panie Iljesku? Rura panu chyba już zmiękła…