Trudna relacja

Białoruś zwróciła się do warszawskiego sądu o ekstradycję założyciela kanału Nexta, Sciapana Puciły. Spotkała się z odmową. „Nie można wydać kogoś organom wymiaru sprawiedliwości, jeśli ten wymiar sprawiedliwości w ogóle nie istnieje” – uznał polski sąd. Zdawałoby się, że jest do odpowiedź adekwatna i jedyna logiczna, ale nie zawsze tak było.

Dziesięć lat temu litewskie i polskie instytucje państwowe faktycznie wydały Białorusi innego opozycjonistę – Alaksandra Bialiackiego. Obecny mer Wilna, Remigijus Šimašius, był wówczas ministrem sprawiedliwości i to jego resort dostarczył białoruskim organom dokumenty, które zostały wykorzystane przeciwko Bialiackiemu, mimo iż nie popełnił on żadnego przestępstwa. Skazany na 4,5 roku więzienia o zaostrzonym rygorze i konfiskatę mienia, nie dostał nawet możliwości spotkania z umierającym ojcem.

Obecnie Bialiacki znów przebywa w więzieniu, jako jeden z ponad 1 200 więźniów politycznych na Białorusi – pozbawionych wolności za niewinność, których jedynym „przestępstwem” było żądanie zorganizowania przejrzystych, uczciwych wyborów. Mimo to pojawiają się głosy żądające robienia interesów z państwem, którego ludność, w liczbie mieszkańców Jaszun czy Wołczun, trzyma się w więzieniach z powodów politycznych. Dobrze chociaż, że przynajmniej nasze instytucje nie przyczyniają się już do zwiększania tej liczby.