Czy zdrowieje Wenezuela?

Cóż się z tą Wenezuelą dzieje? Geograficznie daleka, bliska nam wiarą. Niby dzieją się ciekawe rzeczy, lecz raczej nie wystarczą, aby wyciągać kraj z zapaści i z krwiożerczego reżimu, który stopniowo zamienił chorą demokrację w autorytarne narkopaństwo.

Nie tak dawne manifestacje na Białorusi były bezprecedensowe. W ciągu poprzednich 28 lat Białorusini, przyzwyczajeni do wielu dziesięcioleci reżimów totalitarnych w czasach ZSRS, nie wychodzili tak masowo na ulice. Co więcej, nawet w obliczu ukraińskiego Majdanu pokojowy naród ten (jak głosi oficjalny hymn: „My, biełarusy”) nie zbuntował się masowo. Dla porównania Wenezuelczycy regularnie wychodzą na ulice od pierwszej, jeszcze demokratycznej kadencji Cháveza (1998–2001), często milionami! Wenezuelczycy potrafią manifestować nie tylko dla pieniędzy, lecz także dla idei demokracji. Ta trwała w latach 1958–2001 i była daleka od idealnej ze względu na wszechobecną korupcję, nepotyzm, powstające slumsy, które były symbolem rosnącego rozwarstwienia społecznego (przez co Wenezuelczycy zagłosowali w 1998 r. na dawnego puczystę); okres ten skonsolidował wysokie wskaźniki edukacji oraz boom gospodarczy, który trwał od czasów dyktatury wojskowej Péreza Jiméneza (podczas której wybudowano większość autostrad i którą starsi Wenezuelczycy miło wspominają, bo było bezpiecznie). Metro zostało wybudowane nie tylko w Caracas, lecz także w innych miastach. Obecny reżim wenezuelski jest solidnie zakorzeniony jak stary dąb, za pomocą ok. 20 tys. agentów Kuby oraz najemników Putina.

Za jednym zamachem (z wyjątkiem opcji militarnej, która wraz z przegraną Trumpa przestała istnieć) nie da się go wykorzenić.
Aby go wykorzenić solidnie, potrzebny jest ciężki sprzęt! Zamiast tego następuje demontaż reżimu krok po kroku: sankcje wobec Maduro, areszt frontmana reżimu Álexa Saaba, wizyta prokuratora generalnego Międzynarodowego Trybunału Karnego Karima Khana, aby zaznaczyć, że otworzy dochodzenie ws. sytuacji w Wenezueli (Madurze i spółce grozi oskarżenie o zbrodnie przeciwko ludzkości), przegrana reżimu mimo powtórki wyborów w stanie Barinas, skąd pochodził Chávez. Czy te kroczki są na tyle duże, aby zatrute gałęzie nie zdążyły odrosnąć? Niestety, czas polityków to nie czas zwykłych ludzi. A ci nadal masowo uciekają pieszo gdzie popadnie, przed głodem i zbrodniami reżimu.


Jerry Meijer


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 4(12) 29/01-04/02/2022