Który świat?

Kanada jest drugim pod względem wielkości państwem na świecie, dziewiątą największą gospodarką, krajem zamożnym i o tradycjach demokracji. Po prawdzie jednak mało wiemy o kanadyjskiej codzienności – litewskie media chętniej informują o wakacjach rosyjskich celebrytek czy o tym, kto jest ojcem dziecka rodzimej influencerki, niż relacjonują wydarzenia zza oceanu.

Ostatnio głośno się o Kanadzie zrobiło w kontekście masowych grobów indiańskich dzieci przy prowadzonych przez Kościół szkołach. W wyniku tych medialnych rewelacji w samej Kanadzie spalono 56 kościołów – o tym się trochę informacji pojawiło. O tym, że sprawa okazała się fejkiem, że nie było żadnych masowych grobów – już nasze media nie wspomniały. Może wstyd się przyznać do dezinformacji? Natomiast sytuacja, w której premier drugiego pod względem wielkości państwa na świecie zostaje ewakuowany ze stolicy – a zaznaczyć należy, że dzieje się to w czasach pokoju – na pewno na uwagę mediów zasługuje. Ewakuacja Justina Trudeau, który jest premierem Kanady od 2015 r., nastąpiła na skutek pokojowych protestów przeciw polityce w obliczu pandemii covid-19. „Konwój wolności” – tak został nazwany protest zainicjowany przez kierowców ciężarówek.

Obecnie w trwających od 22 stycznia protestach na ulicach Ottawy bierze udział ponad 1000 pojazdów, a ludzie żądają dymisji premiera, za którego rządów nastąpiła ogromna recesja, bezrobocie sięgnęło poziomu najwyższego od czasów powojennych i którego administracja jest krytykowana m.in. za cenzurę czy brak należytej dbałości o ewakuację obywateli Kanady z opanowywanego przez talibów Afganistanu w 2021 r. Ale nie ma w naszej prasie o tym informacji, jak też o tym, że protestujący tańczyli na ottawskim Grobie Nieznanego Żołnierza czy o innych incydentach z ich udziałem. Zdawałoby się, że internet przyspiesza przekazywanie wiadomości, może być oknem na świat – dlaczego zatem nasze internetowe media ten „wielki świat” widzą w moskiewskich aktorzynach czy instagramowych mędrkach, a nie rzeczywiście w ważnych i mogących mieć dla nas konsekwencje wydarzeniach w krajach sojuszniczych? Czy też może należy zakładać, że dla wielu redaktorów krajem „sojuczniczym” nadal podświadomie jest Rosja lub Białoruś, a bliższe ich sercom są wakacyjne rozterki tamtejszych piosenkarek niż zagadnienia, z którymi się mierzą tacy jak my ludzie, w takich jak nasz – krajach pierwszego świata?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 5(15) 05/02-11/02/2022