Szkoła strachu

Czy mówi coś Państwu słowo „eksfiltracja”? Przypuszczam, że w Polsce czy na Litwie jest to pojęcie zupełnie nieznane, natomiast we Francji zaczyna być ono coraz bardziej popularne.

Cóż zatem oznacza ten wyraz? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się do października 2020 r., gdy przed swoją szkołą w Conflans-Sainte-Honorine został zabity miejscowy nauczyciel Samuel Paty. Do morderstwa doszło w biały dzień. Sprawcą okazał się 18-letni muzułmanin, który odciął swej ofierze głowę. Jedyną winą nauczyciela było to, że na zajęciach szkolnych poświęconych wolności słowa, gdy opowiadał o zamachu na satyryczny magazyn „Charlie Hebdo”, pokazał uczniom karykatury Mahometa. To rozgniewało rodziców muzułmańskich dzieci i ściągnęło na niego nieszczęście. Dwa miesiące później w szkole podstawowej w miejscowości Trappes pod Paryżem nauczycielka opowiadała uczniom klasy trzeciej o teorii ewolucji. Niektórym dzieciom muzułmańskim nie spodobało się to, że pochodzą od małpy, więc poskarżyły się swoim rodzicom. Nauczycielkę zaczęto straszyć śmiercią. Nawet w internecie pojawiły groźby pod jej adresem. Zarówno dyrekcja szkoły, jak i policja poradziły jej, aby dla swojego bezpieczeństwa zmieniła miejsce pobytu i przeniosła się do jakiegoś innego rejonu Francji. Przerażona kobieta, nie chcąc podzielić losu Samuela Paty’ego, posłuchała tej rady. I to jest właśnie eksfiltracja: przymusowa zmiana zamieszkania i rezygnacja z dotychczasowej pracy ze strachu przed islamskimi fundamentalistami.
Takich ludzi jest coraz więcej. Rok temu z tego samego miasteczka Trappes musiał uciekać profesor filozofii Didier Lemaire, którego jedyną winą było to, że opublikował list otwarty do francuskich nauczycieli, wzywając ich, by przeciwstawili się islamizmowi. Ponieważ zaczęto grozić mu śmiercią, otrzymał policyjną ochronę, jednak dosyć miał życia w ciągłym zagrożeniu, więc wyjechał i zaszył się w jakimś nieznanym miejscu. Podobne przypadki można mnożyć. Efekt jest taki, że – jak pokazują badania ośrodka Ipsos – połowa nauczycieli we Francji dla własnego bezpieczeństwa dokonuje podczas lekcji autocenzury. Pomijają oni część tematów, które mogą wywołać niezadowolenie muzułmańskich uczniów. Ofiarami padają więc wolność słowa i wolność nauczania. Pedagodzy ulegają strachowi, ponieważ nie chcą stracić życia. A w najlepszym razie nie chcą być kolejnymi, którzy dokonują eksfiltracji.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 5(15) 05/02-11/02/2022