O wojnie

Żyjący 500 lat przed Chrystusem Sun Tsu (Sun Zi), chiński strateg wojskowy, pisarz i filozof, pisał: „Jeśli znasz wroga i znasz siebie, nie musisz obawiać się wyników stu bitew”.

Przesłanie jakby jest proste – przed rozpoczęciem starcia zbrojnego trzeba poznać nie tylko swoje siły (z tym bywają problemy), lecz także adwersarza, co jest jeszcze trudniejsze, ale możliwe. Sęk jednak w tym, że Sun Tsu skupiał się bardziej na alternatywach dla bitwy, wykorzystaniu oszustw, podstępów, sojuszy i intryg. O stricte bitwie mówił prosto: „Każda bitwa jest wygrana, zanim zostanie stoczona”. Współczesna definicja wojny mówi, że nie jest to zjawisko czysto militarne, lecz totalne, łączące w sobie politykę wewnętrzną i zagraniczną, gospodarkę, w tym i działania wojenne. Jest to powrót do myśli wielkiego chińskiego stratega, który opisywał w istocie to, co dzisiejsi nieznający go zachodni dyletanci nazywają wojną hybrydową. Wychodząc z tego, stan obecny w stosunkach Rosja–Zachód jest okresem szacowania sił. Wojna według współczesnej definicji już się toczy, tylko nie weszła jeszcze w gorącą fazę.

Obie strony liczą siły, środki, oceniają sojuszników, przeciwników, potencjalnych sprzymierzeńców i zdrajców. Brama Smoleńska, stosunkowo wąski korytarz (ok. 80 km szerokości) pomiędzy górną Dźwiną i górnym Dnieprem, jest najkrótszą i najłatwiejszą do przebycia dla dużych mas wojska drogą prowadzącą z Europy do centralnej Rosji i jej stolicy. Strategicznym interesem Rosji jest odsunięcie tej granicy jak najdalej na zachód, apogeum tego trendu był rok 1945, kiedy rubieże imperium osiągnęły Łabę. Dzisiaj granica Rosji formalnie jest znów na Bramie Smoleńskiej, z czym żaden władca Kremla nigdy się nie pogodzi. Wojna więc jest i będzie, a na wojnie liczą się sojusznicy. Siły zachodnie zostały poprzez bezprecedensową koncentrację wojsk rosyjskich zjednoczone, idzie sprzętowa pomoc dla Ukrainy – nie tego oczekiwał Putin. A co z jego sojusznikami? Łukaszenka nie ma wyjścia – musi być wierny jak pies, Iran zaproponował wspólną walkę z USA (czy jest to celem Moskwy?), innych jakoś nie widać. Kazachstan milczy (niewdzięcznik), inne azjatyckie postsowieckie księstwa się nie liczą, Chiny uchylają się od bezpośredniego wsparcia, sułtan Erdoğan w ogóle staje po ukraińskiej stronie. Starcie zbrojne powinno się zacząć po oszacowaniu sił i tylko wtedy, gdy ma się pewność wygranej. Oceniając rzecz logicznie, nie powinno się zacząć. Ale czy Kreml zachowuje się logicznie?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 6(18) 12-18/02/2022