Kto mówi z balkonu Domu Sygnatariuszy?

Tradycją litewskiego święta niepodległości 16 lutego stało się przemówienie Vytautasa Landsbergisa z balkonu Domu Sygnatariuszy przy ulicy Zamkowej 26.

To właśnie tam podpisany został w 1918 roku historyczny dokument. Chociaż z ówczesnych sygnatariuszy żadnego nie ma wśród żywych, postać Landsbergisa zawsze wydawała się być naturalnym kontynuatorem ich dziedzictwa z racji na bycie przewodniczącym Rady Najwyższej, która w 1990 roku ogłosiła odtworzenie niepodległości po pięćdziesięciu latach rosyjskiej okupacji.

W tym roku zaskoczeniem była obecność na balkonie byłej prezydent Litwy Dali Grybauskaitė. Jeśli bowiem mają się tam w tym dniu znaleźć głowy państwa — zabrakło obecnego prezydenta Gitanasa Nausėdy, który w tym dniu orędował do narodu o zgodę i o to, by obywatele nie bali się podać ręki tym, z którymi się nie zgadzają. Zabrakło także Valdasa Adamkusa, który, podobnie jak Gitanas Nausėda, był orędownikiem i kustoszem zgody narodowej. To są wartości, które ciężko jest kojarzyć z kolei z Dalią Grybauskaitė, ale to nie jedyny powód, dla którego jej obecność na balkonie 16 lutego jest zaskakująca.

Gdy Rada Najwyższa w dniu 11 marca roku 1990 głosowała nad niepodległością Litwy od sowieckiej Rosji, Dalia Grybauskaitė była funkcjonariuszem wyższej szkoły partyjnej, czyli jednej z instytucji zainstalowanych u nas przez okupacyjne władze. I to w kontekście święta niepodległości, u boku człowieka, który się stał dla wielu symbolem jej odzyskania, dziwi najbardziej.