Nazewniczy ból głowy

Borykamy się z problemem pisowni nazwisk, który powoli się rozwiązuje, chociaż jeszcze czeka nas jako Polaków sporo starań i procesów sądowych (Europejska Fundacja Praw Człowieka udziela w tej kwestii nieodpłatnej pomocy prawnej), żeby móc je zapisywać w pełni poprawnie ze wszystkimi znakami diakrytycznymi.

Ale nazwy własne to nie tylko problem obywateli czy firm, ale także całych narodów czy państw! Oto ostatnio Turcja ogłosiła zmianę swojej nazwy angielskiej z „Turkey” na „Türkiye”. Powodu łatwo się domyślić – po angielsku słowo „turkey” oznacza też „indyka”, a chociaż to pożyteczny i sympatyczny ptak, to bycie z nim kojarzonym niekoniecznie przystoi państwu, zwłaszcza o bogatej historii i mocarstwowych ambicjach. „Indycze” skojarzenia mają też Koroniarze z litewską nazwą tego ptaka, ale to można w kontekście powagi państwowej spokojnie pominąć. Historią bardziej komiczna była propozycja ustawowej zmiany narodu, z jaką wystąpił niegdyś prezydent Rumunii Traian Băsescu. Chodziło nie o przemianowanie Rumunów – tylko Romów, czyli Cyganów. Z inicjatywą taką prezydent wystąpił po szczycie ONZ, na którym notorycznie mylono Romów z Rumunami i język rumuński z romskim. Co ciekawe, znalazł poparcie dla tej inicjatywy wśród części Romów – a konkretnie Cyganów węgierskojęzycznych, mieszkających w Siedmiogrodzie, którzy także nie chcieli być kojarzeni z Rumunią. Inicjatywa ostatecznie przepadła, ale zapisała się w historii nazewniczych galimatiasów.

Przykładem całkiem poważnym jest zaś Gruzja, która w czasach antycznych znana była Grekom jako Kolchida, zaś przyjęła chrzest (jako drugi kraj na świecie, po Armenii!) pod nazwą Kartlii. To państwo prowadzi kampanię na rzecz używania nazwy „Sakartwelo” – ze względu na to, że jego nazwa angielska, „Georgia”, jest notorycznie mylona z amerykańskim stanem Georgii, zaś drugim powodem jest także to, że nazwa „Gruzja” jest traktowana jako egzonim, czyli nazwa nadana z zewnątrz. W tym przypadku „zewnątrz” to rosyjscy okupanci, którzy zamiast udzielić Kartlijczykom pomocy w obronie przeciw Persji, włączyli ich tereny do swojego imperium i wyzyskali. Stąd nazwa „Gruzja” budzi tam złe skojarzenia, mimo iż nam, nieznającym tej historii, wydaje się całkowicie nieszkodliwa. I z jednej strony może się to nam wydawać dziwnie, ale z drugiej – to chyba i nam samym nie jest przyjemnie być nazywanymi „pszekami” czy „tutejszymi”, nawet jeśli używający tych nazw twierdzą, że przecież to normalne.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 7(21) 19-25/02/2022