Siła głodu

Z kończących się zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie każdemu zostanie w pamięci kilka obrazków. Mnie – widok Kamila Stocha płaczącego w trakcie wywiadu telewizyjnego po zajęciu czwartego miejsca w konkursie skoków na dużej skoczni.

Ten wielki mistrz, bezdyskusyjnie najbardziej utytułowany polski sportowiec dyscyplin zimowych w historii, ma na kocie trzy złote olimpijskie medale, do tego jeden brązowy, wygrywał mistrzostwa świata, Puchar Świata, trzykrotnie prestiżowy Turniej Czterech Skoczni. Ale być może w tym wywiadzie najpełniej objawił swoją wielkość. Cały ten sezon był dla niego nieudany. W zawodach Pucharu Świata zdarzało mu się nie kwalifikować do najlepszej trzydziestki, z Turnieju Czterech Skoczni wyjechał przed jego zakończeniem, potem zmagał się z kontuzją, a wielu postawiło już na nim krzyżyk. Tymczasem on ani myślał się poddać w obliczu najważniejszych zawodów czterolecia. W Pekinie odrodził się niczym Feniks z popiołów. Znów oglądaliśmy starego, dobrego Stocha. Na skoczni normalnej był szósty, na dużej zajął najbardziej nielubiane przez sportowców miejsce czwarte. Przed kamerami nie potrafił ukryć łez: „Pewnie za kilka dni, może już jutro inaczej na to popatrzę. Ale dzisiaj… dzisiaj serce mi pęka.

Trudno mi się z tym pogodzić. Naprawdę wydaje mi się, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Na więcej nie było mnie stać. Wystarczyło tylko na czwarte miejsce. Wiem, że to dla niektórych aż czwarte miejsce i wielu chciałby być tu, gdzie ja, ale ja naprawdę chciałem więcej. Spodziewałem się czegoś więcej i wydaje mi się, że miałem do tego prawo”. Mogłoby się wydawać, że Stoch osiągnął przecież wszystko, że jest syty, ale właśnie dlatego, że wciąż potrafi czuć głód, jest tak wielkim mistrzem. Nie mniejszym mistrzem był prof. Joachim Lelewel. Kiedy na krakowskiej wystawie zobaczyłem ryciny, które przygotowywał, by ilustrować swoje książki, osłupiałem. Lelewela nie było stać na to, by zlecić te prace profesjonalistom. Sam olbrzymim wysiłkiem nauczył się więc rytownictwa i z mozołem tworzył blachy z mapami czy numizmatami, by przekazać odbiorcy pełnię wiedzy. Podobnie jak Stoch nadludzkim czasem wysiłkiem dążył do doskonałości. Jego prace rytownicze wydobyto z muzealnych zakamarków po ponad stu latach. Przetrwały, bo prawdziwe mistrzostwo nigdy nie ginie. Ale by je osiągnąć, trzeba być nieustannie głodnym doskonałości i nigdy nie spoczywać na laurach. Co potwierdzają i mistrz Stoch, i mistrz Lelewel.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 7(21) 19-25/02/2022