A co z Kosowem?

W kontekście rosyjskiej napaści na Ukrainę, a wcześniej na Gruzję, podnoszony bywa kazus Kosowa. Jakoby nastąpił wówczas przełomowy punkt w historii, który pchnął Rosję ku podbojom i dał jej argument na rzecz uznania „niepodległości” Abchazji, Osetii Południowej czy tzw. republik ludowych Doniecka i Ługańska.

Wątek ten poruszają nie tylko rosyjscy propagandyści, co jest akurat zrozumiałe, lecz także osoby, które rosyjskiego imperializmu nie popierają i potępiają jego agresywne zataczanie się po mapie świata. Na pierwszy rzut oka są tu podobieństwa, ale jak w każdym argumencie imperialistycznej apologetyki Moskwy, diabeł tkwi w szczegółach – i się okazuje, że to zwyczajna sofistyka. Jednym z takich „szczegółów” jest choćby to, że na terenie Kosowa, które jest wynikiem rzekomego „amerykańskiego imperializmu”, żadne zachodnie państwo nie prowadziło wielowiekowej okupacji ani nie dokonało w ostatnim wieku ludobójstwa. A na terenie Donbasu Rosja w samym tylko wieku XX ludobójstw dokonała kilku – wystarczy wspomnieć czerwony terror, Wielki Głód, operację polską (rozkaz nr 00485 Jeżowa), a także masowe przesiedlenia w latach 40., które poskutkowały zmianami ludnościowymi na mapie, na których korzystał zawsze żywioł rosyjski. Można by takich argumentów przytoczyć więcej – ale nie ma potrzeby, bo mówienie w kontekście rosyjskiego imperializmu o Kosowie jest zbędne i niepoważne.

Moskiewski imperializm nigdy nie potrzebował rzeczywistych argumentów dla podboju albo destabilizacji sąsiadów – są to bowiem jego cele same w sobie. 10 lat przed Kosowem było bowiem Naddniestrze w Mołdawii, było rozjeżdżanie czołgami Wilna w 1991 r. Czy gdyby Czeczenia ogłosiła niepodległość po kazusie Kosowa, toby Rosjanie jej nie zrównali z ziemią, tylko uszanowali suwerenną decyzję narodu czeczeńskiego? Imperializm – chociaż prezydent Czeczenii Dżochar Dudajew mówił dosadniej, bo o „rosyjskim faszyzmie” – zawsze znajdzie argumenty na uzasadnienie swojego terroru i uspokojenie sumienia, żeby móc później jak pies łgać: „myśmy nigdy nikogo nie napadli”. Warto tu przypomnieć, że pierwszy z pomysłem rozbioru naszych ziem wystąpił Wasyl III, ojciec Iwana Groźnego, w roku 1514. Było to zarówno przed ogłoszeniem niepodległości Kosowa, jak i przed zajęciem przez wielkiego hetmana Stanisława Żółkiewskiego Kremla w 1610 r. Krokodyli apetyt imperialistów nie potrzebuje szukać argumentów, tym bardziej nie trzeba go nimi usprawiedliwiać.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 8(24) 26/02-04/03/2022