Trująca koncentracja

Kiedy Litwa ogłosiła, że zabroni nadawania na swoim terytorium sześciu rosyjskich kanałów propagandowych, niejeden uznał, że wojnę z dezinformacją już wygraliśmy, walka o rząd dusz się zakończyła i można spocząć na laurach. Nic podobnego. Bo wycięto tylko malutki kawałek ropienia toczącego przestrzeń informacyjną. Jak malutki?

W ofercie jednej z największych sieci telewizji kablowych na Litwie rosyjskich kanałów zostało jeszcze… 59. To bogata oferta. Kanały muzyczne sławiące sowieckie „dziedzictwo” – kajdany są częścią historii niewoli, ale wyzwoleńcy i ich dzieci nie noszą ich przecież dalej jako „dziedzictwa” czy „pamiątki”. Kanały puszczające sowieckie filmy, na których wychowały się pokolenia obecnie bombardujące ukraińskie miasta. Kanały sportowe – ale o jakim sporcie można mówić w kraju, który jest wyrzucany z międzynarodowych imprez za stosowanie systemowego dopingu nawet w przypadku 15-letnich dzieci, a którego atleci na podium wchodzą ozdobieni faszystowskimi znaczkami? Skuteczność propagandy nie bierze się z jej atrakcyjności, profesjonalizmu czy starannie dobranych argumentów. Wyrasta przede wszystkim z koncentracji. Taką sytuację przewidział dziesięciolecia temu Stanisław Lem, urodzony we Lwowie, również dziś atakowanym przez Rosjan: „Co zrobić tam, gdzie doniosły fakt ginie w powodzi falsyfikatów, a głos prawdy zagłuszony zostaje niesamowitą wrzawą i chociaż swobodnie się rozlega, nie może być dosłyszany, albowiem techniki informacyjne doprowadziły jak dotąd jedynie do sytuacji, w której najlepiej odbierać można tego, kto ryczy najgłośniej, choćby i nie najprawdziwiej?”. Jedynym sposobem, aby przebić się z prawdą, jest wyłączenie tej wrzawy. Inaczej nie przebije się nasze siedem kanałów polskich, nie przebije się te paręnaście kanałów litewskich, nie poradzą sobie cztery polskie gazety, które można zaprenumerować na poczcie – przez kakofonię, której jedynym w zasadzie celem jest zagłuszanie nas. Jesteśmy na wojnie z Rosją. Nie my tę wojnę wypowiedzieliśmy – wypowiedziała ją Moskwa nam. My chcemy żyć pokojowo ze wszystkimi narodami świata, nawet zlikwidowaliśmy pobór do wojska – ale Moskwa nie uspokoi się, póki nas sobie nie podporządkuje. Jesteśmy na wojnie z Rosją i nie możemy pozwalać jej siłom zbrojnym na działanie na naszym zapleczu. Ukraina wyciągnęła z tego wnioski po 2014 r. i dlatego teraz potrafi się bronić. Wyciągnijmy podobne wnioski i my.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 10(30) 12-18/03/2022