Ten kontrowersyjny Twitter

Najgłośniejszą z najmniej ważnych wiadomości ostatniego tygodnia była ta o zakupie platformy internetowej Twitter przez najbogatszego człowieka na Ziemi, Elona Muska, który zresztą sam jest jej dosyć aktywnym użytkownikiem.

Miliarder, założyciel i właściciel Tesli oraz SpaceX i Starlinka, budzi duże emocje zarówno ze względu na swój majątek, jak i wyrażane poglądy – nie uważa, żeby Ziemia była przeludniona, co go różni diametralnie od innego krezusa, Billa Gatesa. Musk, Amerykanin afrykańskiego pochodzenia, kupując Twittera, zapowiedział, że chce przywrócić na platformie wolność wypowiedzi i dokonać prywatyzacji firmy w tym znaczeniu, że jako jedyny jej właściciel chce ją wycofać z publicznego notowania na giełdzie. Sprawa budzi emocje zarówno z powodów biznesowych, jak i stricte ideologicznych. Biznesowo zakup trudno uważać za najbardziej udany, gdyż mimo olbrzymiej popularności na Zachodzie oraz dużego wpływu, wywieranego przez platformę na dyskurs publiczny, sama firma nie jest zbyt dochodowa; chociaż masywy danych i metadanych o użytkownikach i ich zachowaniach są niewątpliwie cenne. Z drugiej strony – podobnie jak Facebook, Twitter był niejednokrotnie krytykowany za stosowanie cenzury politycznej i wyraźne sympatyzowanie z określonymi obozami politycznymi, których przedstawicielom pozwalało się na większą swobodę wypowiedzi, zaś innym – na mniej. Jako przykład podawano usunięcie konta urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki, a zarazem pozwalanie na funkcjonowanie i uprawianie propagandy bez przeszkód kontom znanych organizacji terrorystycznych, jak Państwo Islamskie czy Federacja Rosyjska.
Nietrafiony wydaje się argument, jakoby znalezienie się takiej platformy w rękach jednego człowieka zagrażało jakoś szczególnie wolności słowa. W przypadku rozproszonego akcjonariatu wystarczy czasem kontrola 10 proc. udziałów, żeby móc narzucać firmie swoją wizję; jak dotąd nikt w tym nie przeszkadzał ani właścicielowi Facebooka Markowi Zuckerbergowi, ani dotychczasowemu właścicielowi Twittera Jackowi Dorseyowi, więc i teraz konsolidacja akcjonariatu raczej niczego nie zmieni. Na tle dyskusji o wolności wypowiedzi warto jednak przypomnieć o jej służebnej roli – wobec dążenia do prawdy. Nie obejmuje ona ani dezinformacji, ani oszczerstw, ani propagandy imperializmu. O tym warto pamiętać.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 17(50) 30/04-06/05/2022