Później przyszedł czas na „Sennik współczesny”, „Małą Apokalipsę”, „Czytadło” czy „Rojsty”. Książki te, ze swoją pesymistyczną wizją świata, wyraźnie różniły się od pogodnej, choć podszytej nostalgią narracji „Kroniki…”. O ile bowiem powrót do kraju dzieciństwa pozostawał jednym z najważniejszych motywów jego twórczości, o tyle Konwicki był również przenikliwym kronikarzem absurdów życia w PRL-u. Na przełomie XX i XXI w. mogło się wydawać, że jest on przede wszystkim pisarzem minionej epoki. Zagubienie jego bohaterów, poczucie wyobcowania i nieprzystosowanie do otaczającego świata zdawały się odchodzić w przeszłość wraz z komunizmem.
Ostatnio jednak odkryłem Konwickiego na nowo i doszedłem do wniosku, że jest on pisarzem zaskakująco współczesnym. Lęki towarzyszące bohaterom jego powieści i filmów okazują się bowiem bliskie niepokojom współczesnego człowieka. Zwłaszcza dziś, gdy obserwujemy kryzys tego, co przez dziesięciolecia nazywaliśmy liberalną demokracją – państwa opartego na rządach prawa, wolności, dialogu i poszanowaniu różnorodności. Coraz częściej towarzyszy nam poczucie niepewności, a świat, który jeszcze niedawno wydawał się stabilny i przewidywalny, traci swoje oczywiste punkty odniesienia.
Jestem przekonany, że powrót do twórczości Konwickiego może pomóc lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Nie dlatego, że znajdziemy w niej gotowe odpowiedzi, lecz dlatego, że uczy ona życia pośród niepewności, sprzeczności i historycznych zawirowań. A to umiejętność szczególnie cenna w naszych czasach. Konwicki pozostaje również wielkim ironistą i bezlitosnym krytykiem polskiej – a może po prostu ludzkiej – megalomanii.
Dlatego zakończę ten felieton słowami samego pisarza: „Przecież ja, widząc te histerie, euforie patriotyczne, wiem, jak to w momencie tragicznym się kończy. I życzę tym, którzy tę nic niekosztującą histerię pobudzają, żeby ich los nie wypróbował”. Po latach trudno oprzeć się wrażeniu, że słowa te nie straciły nic ze swojej aktualności.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 24 (68) 20-26/06/2026

