„…stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”. Cymbał, czyli w tym znaczeniu – pusty. Słowa te, niezależnie od tego, do kogo się kto modli, powinny być dla każdego myślącego człowieka przypomnieniem, co się w życiu liczy – i nie zawsze liczy się to, co się liczy w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Opieka nad słabszymi i chorymi nie opłaca się, nie przynosi bezpośrednich zysków. Tak jak bronienie się przed silniejszym – bardziej opłaca się ulec i mieć to już za sobą. Nie opłacają się wszelkie muzyki, sztuki i miłości. Ale bez tego – życie ludzkie niczym nie różni się od zwierzęcego. A jakkolwiek by ktoś darzył miłością swojego pupila – człowiek od zwierzęcia różni się tym, że ma zdolność (obowiązek!) reflektowania oraz patrzenia dalej niż dziś czy jutro.
Z pięknym przesłaniem jedzie do naszego Wilna Żuk, stary typ polskiego busa. Wolontariusze organizują wycieczkę, aby zebrać pieniądze na działalność wileńskiego hospicjum pod kierownictwem s. Michaeli Rak. Z hospicjum „Kurier Wileński”, można powiedzieć, zna się od początku – i mamy zaszczyt, że możemy opisywać tę piękną misję naszym Czytelnikom. Gdyż misja hospicjum to piękny obraz właśnie miłości.
W tym numerze podchodzimy do miłości z każdej strony. Miłość jako pasja – pilota Wiktora Mentelisa, który podkreśla, że choćbyś najlepszych miał instruktorów, ale nie masz „tego czegoś” – pilotem nie zostaniesz. Miłość małżeńska, łącząca wszystkie wspomniane „rodzaje” miłości, w opowiadaniu cymbalistki Katarzyny Żemojcin-Cibulskė. Miłość jako patriotyzm, w podsumowaniu wrażeń po mrągowskim festiwalu. No i wreszcie prawdziwy Caritas – miłosierdzie w pięknej misji Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie.
Miłość jest jak prawda – wbrew pozorom sama się nie obroni. Pomóżmy jej. Albo będziemy jak ten cymbał brzmiący.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 33 (95) 22-28/08/2026

