Otóż nastolatkowie w jednym narodzie kulturowo mają więcej wspólnego ze swoimi rówieśnikami z innego narodu niż z pokoleniem własnych rodziców. Stąd można by nawet na upartego przyrównać kohorty socjologiczne, jak milenialsi, gen-x czy gen-z – do narodów lub globalnych plemion.
Młode pokolenie jest kształtowane przez trzydziestosekundowe filmiki, uczące jak żyć, co czuć, przeciwko czemu protestować i jak nazywać emocje targające kształtującym się organizmem. Młodych ludzi wychowują nie rodzice, nie dziadkowie czy koledzy z podwórka, nie szkoła – tylko algorytmy, ustawiane przez obcych ludzi. I nie oszukujmy się, w tym procesie dobro młodych ludzi nikogo nie obchodzi.
Pojawia się trend wśród nastoletnich Białorusinów na uchodźstwie, żeby podkreślać, że to oni są „prawdziwymi Litwinami”, zaś „ich” Litwa jest „okupowana przez Żemojtów tudzież Lietuwisów”. Odkrywanie w sobie tożsamości spadkobierców Wielkiego Księstwa Litewskiego nie jest niczym złym – ale uzurpowanie sobie tytułu jedynych spadkobierców jest niewątpliwie rosyjskim śladem w tej narracji. Tym większą tragedią jest, że to przedstawiciele narodu, któremu rosyjski reżim przez dziesięciolecia odmawiał prawa do własnej tożsamości, teraz właśnie sami próbują pozbawiać tożsamości narodu sąsiedniego, w dodatku historycznie i genetycznie najbliższego. Wyrywanie komuś jego historii, odmawianie prawa do tożsamości zawsze kończy się źle dla tego, kto tak postępuje. W relacjach polsko-litewskich przekonujemy się o tym nader boleśnie w ostatnim stuleciu – i dlatego powinniśmy być wrażliwi na granie tą samą kartą przez rosyjskie służby wobec Białorusinów.
Nie ma nic złego w tym, że Białorusini kochają Wielkie Księstwo Litewskie, że chcą się do jego historii odwoływać, że chcą się zachwycać Adamem Mickiewiczem i „Panem Tadeuszem”. Kochajmy ich razem. Ale problem się zaczyna, kiedy – świadomie lub nie – podjudzeni przez rosyjskich prowokatorów ludzie mówią, że Polacy czy Litwini nie mają do tej miłości prawa. Bo taka postawa nie jest dziedzictwem Wielkiego Księstwa Litewskiego – tylko moskiewskiego.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 38 (110) 26/09-02/10/2026

