Lalka mać!

Jednym z najchętniej oglądanych nieanglojęzycznych seriali na platformie Netflix jest „Lalka”, wyreżyserowana przez Pawła Maślonę na motywach powieści Bolesława Prusa. W okresie od 14 do września zebrała 2,5 mln wyświetleń, co przekłada się na 16,9 mln godzin.

W pierwszej dziesiątce najchętniej oglądanych seriali „Lalka” była aż w 26 krajach. Najpopularniejsza w Polsce, duże zainteresowanie wzbudziła także na Litwie, ale nie mniej chętnie oglądano ją w Argentynie czy Meksyku. W tradycyjnie rozumianym świecie mógłby to być powód do dumy. W dzisiejszym, w którym chyba już wszystko przewraca się do góry nogami, przynajmniej dla tradycjonalistów, z pewnością jednak nie jest.

Nie chodzi o to, że ktoś porywa się na oryginalność i realizuje interpretację niekonwencjonalną, odważną, prowokującą. W końcu po to też jest sztuka. Chodzi o to, że ktoś cynicznie wykorzystuje tytuł i autora sławnego dzieła do zrobienia reklamy. I tylko dzięki temu nabija oglądalność i zarabia na produkcji nierzetelnej historycznie, wulgarnej i krótko mówiąc – dennej.

Najlepiej jej charakter oddał ceniony warszawski publicysta Jerzy Sosnowski, który sarkastycznie zaproponował Netflixowi scenariusz ekranizacji „Pana Tadeusza”: „Do Soplicowa przyjeżdża Tadeusz, diler narkotyków, którego w Wilnie zaczął szantażować Nowosilcow. Tadeusz uzależnia od heroiny Zosię, o co ma do niego pretensję Telimena, której Zosia jest kochanką. Telimena namawia Maćka Dobrzyńskiego, nieszczęśliwie w niej zakochanego, żeby napadł na Soplicowo i zabił tego chujca borsuczego, czyli Tadeusza. Służąca, molestowana co wieczór przez Sędziego, zachodzi w ciążę i, żeby mieć pieniądze na aborcję, kradnie srebrne sztućce z kredensu. Przyłapana przez Wojskiego, zostaje zamknięta w chlewiku, skąd wyswobadzają ją Rosjanie, którzy przyjechali akurat w trakcie napaści Dobrzyńskich na Soplicowo. Uciekając przed sołdatami, którzy próbują ją zgwałcić, przypadkowo otrzymuje ona śmiertelny postrzał, który miał zabić Tadeusza. Tadeusz wsiada w samochód marki Mercedes-Benz i wieje do Petersburga, a Sędzia wysadza w powietrze cały dwór, łącznie z Telimeną, Dobrzyńskimi, Rosjanami i Zosią, która umierając krzyczy rozdzierająco: k…a mać!”.

To, że nie ma takiej świętości, której we współczesnym świecie nie można poszargać, to wiemy chyba wszyscy. Nie znaczy to jednak, że kolejnymi profanacjami nie należy się oburzać. Najgorsze jest jednak to, że tym cwanym łotrom właśnie o to oburzenie chodzi, bo jak robi się głośno to interes się kręci. I jak tu nie zwariować?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 38 (110) 26/09-02/10/2026