Rzeczywistość litewskiego Oligarcholandu

Fot. Marian Paluszkiewicz
Premier Kubilius nie tylko witał, ale nawet mile Łukaszence się uśmiechał, bo to leży w interesach oligarchów, którzy w nim pokładają wielkie nadzieje dla swoich interesów Fot. Marian Paluszkiewicz

Przykład prezydenta Algirdasa Brazauskasa lecącego do Moskwy na prośbę oligarchy, aby korzystając z dawnych znajomości załatwić tam sprawę dostaw rosyjskiego gazu do zakładów chemicznych w Janowie Bronislovasa Lubysa.

Przykład premiera Gediminasa Kirkilasa walczącego aż do upadku swego rządu o interesy oligarchów z MAXIMA LT w spółce prywatno-państwowej LEO LT.

Girl in a jacket

Przykład prezydent Dali Grybauskaitė, zapraszającej do siebie białoruskiego dyktatora, bo leżało to głównie w interesach oligarchów — tegoż Bronislovasa Lubysa oraz bankowca Władimira Romanowa.

Przykład prokuratury walczącej po raz kolejny i po raz kolejny o przedawnienie milionowej sprawy z milionerem, byłym ministrem gospodarki, liderem populistycznej Partii Pracy, dziś eurodeputowanym Wiktorem Uspaskichem.

Przykład przewodniczącej Sejmu, konserwatystki Ireny Degutienė. Mimo niedawnej głośnej partyjnej koncepcji powstrzymywania wpływów Rosji, gotowa jest ona pośredniczyć Rosji w jej staraniach o członkostwo w Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO). Gotowa pośredniczyć, bo to członkostwo byłoby korzystne głównie rosyjskim i litewskim przedsiębiorcom.

A wreszcie ostateczne przejęcie litewskich mediów przez koncerny Bronislovasa Lubysa, Dariusa Mockusa, jak też bankowców z „Ūkio bankas” i „Snoras” jest najnowszym z najbardziej wyrazistych działań mogącymi świadczyć, że to właśnie oligarchowie na Litwie decydują o składzie rządu oraz polityce wewnętrznej i zagranicznej kraju, które są konstruowane na potrzeby interesów tychże oligarchów, a nie na potrzeby litewskiej racji stanu.

Najbardziej wyrazistym tego przykładem były okoliczności powołania rządu Gediminasa Kirkilasa. Jak okazało się bowiem, decyzja o powołaniu tego gabinetu zapadła bynajmniej nie w Sejmie, nie w Urzędzie Prezydenta, czy też na forum międzypartyjnym, lecz w zaciszu willi wpływowego w Partii Pracy polityka Jonasa Pinskusa przy przy udziale głównie Rimantasa Stonysa, szefa spółki-córki Gazpromu na Litwie oraz Albinosa Januški i  Raimundasa Lopaty, reprezentujących interesy nieformalnej tzw. grupy trzymającej władzę.

Po wygranych przez konserwatywną prawicę ubiegłorocznych wyborów i odejściu Kirkilasa, były oczekiwania, że wpływy oligarchów oraz różnych grup interesów zostaną ograniczone, głównie z niechęci konserwatystów do układów z możnymi świata biznesu i mediów. Po wyborach okazało się jednak, że niechęć ta była bardziej deklarowana niż wynikająca z potrzeby rozumianej przez konserwatystów racji stanu. Dziś coraz więcej analityków dostrzega, że również rząd konserwatysty Andriusa Kubiliusa jest ułomny wobec interesów oligarchów i gotów jest kruszyć kopie w interesach tychże oligarchów.

Jeszcze rok temu, gdy konserwatyści obnosili się ze swoją „strategią powstrzymywania Rosji”, a samo wymienianie nazwiska Aleksandra Łukaszenki, zwanego ostatnim dyktatorem w Europie, wywoływało u większości partyjnych kolegów Kubiliusa alergię polityczną, mało kto mógł wyobrazić, że za rok premier Kubilius będzie witał w Wilnie „ostatniego dyktatora”. Nie tylko witał, ale nawet mile mu się uśmiechał, bo to leży to w interesach oligarchów, którzy w Łukaszence pokładają wielkie nadzieje dla swoich interesów. Otwarcie chwalą go, że dobrze jest, gdy w państwie o wszystkim decyduje i za wszystko odpowiada „jeden człowiek”.

Te słowa Władimira Romanowa mogą bulwersować polityków wciąż jeszcze marzących o demokratycznej i wolnej Białorusi, ale bynajmniej nie litewskich oligarchów, którzy nie mają czasu, by czekać, aż Białoruś stanie się wolnym i demokratycznym krajem. Dla nich dziś jest ważniejsze przesłanie Łukaszenki: „Jeśli macie problemy, zwracajcie się do Władimira Romanowa. On wie, jak mnie poinformować o tych problemach, więc będziemy je rozstrzygać wspólnie”. Trudno więc oczekiwać, że po tych słowach, to Romanow oraz Lubys, którzy faktycznie zorganizowali przyjazd Łukaszenki na Litwę, będą mieli wśród biznesmenów posłuch większy niż rząd Kubiliusa, który w opinii tychże przedsiębiorców żadnych problemów nie rozstrzyga. A skoro tak, to zdaniem oligarchów, czas pomyśleć o takim rządzie, który te problemy rozstrzygałby po myśli oligarchów.

„Czas zastanowić się nad rządem jedności narodowej”—  podczas niedawnego spotkania z prezydent Dalią Grybauskaitė oświadczył Bronislovas Lubys, a zależne od niego media natychmiast podchwyciły ten temat i zaproponowały opinii publicznej możliwą kandydaturę na premiera rządu jedności — Irenę Degutienė, tę samą, która dla interesów litewskich i rosyjskich oligarchów gotowa jest wspierać Rosję w zwiększeniu jej dominacji w światowej gospodarce.

Były konserwatysta i były poseł na Sejm, obecnie prezes Zjednoczonego Ruchu Demokratycznego (ZRD), Kęstutis Čilinskas, w rozmowie z „Kurierem” otwarcie krytykuje swoich byłych kolegów partyjnych i zarzuca im uległość wobec oligarchów. W opinii prezesa ZRD, to oligarchowie dziś rządzą Litwą, niezmiennie zresztą od wielu lat.

„Wraz ze zmianą opcji politycznej władzy sytuacja nie zmienia się, bo zarówno w prawicy, jak i w lewicy jest sporo osób, które jednoczą układy z minionej epoki” — mówi nam Kęstutis Čilinskas i wyjaśnia, że osoby te dorobiły się majątków na transformacji ustrojowej i dziś działający bezpośrednio w partiach, lub je wspierając, wspierają się również nawzajem w swoich interesach.

Przykładem takiego wsparcia może być Bronislovas Lubys, którego koncerny tradycyjnie w równej mierze wspierają w wyborach różne opcje polityczne. Podobnej taktyki trzymają się również inne grupy interesów — grupa spółek związanych z rosyjskim „Gazpromem”, grupa bankowca Romanowa oraz innych oligarchów. Wobec czego politolog i filozof Vytautas Radžvilas zauważa, że to  Bronislovas Lubys, a nie Andrius Kubilius jest faktycznym premierem Litwy. Zdaniem Radžvilasa, również pod wpływem interesów litewskich oligarchów doszło do diametralnych zmian w polityce zagranicznej Litwy, która została ukierunkowana na ugodowość wobec Moskwy, co w opinii politologa jest „politycznym samobójstwem”.