Polacy na Litwie — obiekt czyich interesów?

Niektórzy uważają, że polska mniejszość na Litwie jest ofiarą braku z polskiej strony wizji politycznej i przywiązania do mitologii politycznej oraz ekspansji politycznej ze strony Rosji
Niektórzy uważają, że polska mniejszość na Litwie jest ofiarą braku z polskiej strony wizji politycznej i przywiązania do mitologii politycznej oraz ekspansji politycznej ze strony Rosji

Niedawno znany z negowania praw mniejszości polskiej na Litwie — zresztą w ogóle podważający istnienie tu Polaków — dr Alvydas Butkus zauważył na łamach litewskiego portalu DELFI, że „Kreml, niemający na Litwie trwałej płaszczyzny rosyjskojęzycznej, swoje destrukcyjne działania rozgrywa tu rękoma Polaków politykierów”. Jego zdaniem, przejawia się to nie tylko w „bezczelnym hiperbolizowaniu” sytuacji mniejszości narodowych na Wileńszczyźnie głosząc, że „w ciągu ostatnich 20 lat sytuacja Polaków na Litwie nie tylko polepszyła się, lecz, co więcej, pogorszyła się”.

Takie postrzeżenie sytuacji przez jedną osobę — znaną poniekąd ze swego nastawienia wobec mniejszości polskiej — można by było uznać za przypadkowe.

Girl in a jacket

Ale. „To Rosjanie realnie dziś walczą o wpływy polityczne, ekonomiczne i kulturalne na Litwie, i nie są bez szans. Wilno obwieszone jest plakatami najpopularniejszych rosyjskich artystów (…), widoczna jest promocja rosyjskiej kultury, a pieniądze (także na Polaków, których chce się zrusyfikować) płyną szerokim strumieniem” — zauważa z kolei polski publicysta Tomasz P. Terlikowski na łamach polskiego tygodnika „Wprost”. Terlikowski konstatuje, że w efekcie doszło do całkowitej zmiany litewskiego podejścia do sąsiadów.

„Na początku lat 90., świeżo po wyrwaniu się spod dominacji Moskwy, 70 proc. Litwinów nie lubiło Rosjan, a tylko 30 proc. — Polaków. Dziś jest na odwrót. I nie ma co ukrywać: to sukces Rosjan, a porażka Polaków” — uważa polski publicysta. Jego zdaniem: „Warszawa zmarnowała na Litwie ostatnich dwadzieścia lat. I to nie tylko dlatego, że zostawiła Polaków samych sobie, ale przede wszystkim dlatego, że oddała pole Moskwie”.

Z taką opinią zgadza się również znany wileński publicysta, poeta, wydawca kwartalnika „Znad Wilii” Romuald Mieczkowski. Zauważa on, że Polacy na Litwie, w tym też młodzież, która dziś nie ma styczności w szkole z rosyjskim językiem i kulturą, jest lepiej obeznana na temat rosyjskiej kultury i często nie wiele wie o polskiej jej nurtach, wybitnych przedstawicielach.

— Biorąc pod uwagę, że mamy na Litwie dostępną tylko TV Polonię oraz kilka gazet wobec masy telewizji rosyjskich, radia oraz tytułów prasowych, trudno temu dziwić się — mówi Romuald Mieczkowski.

Według urzędu statystycznego, na Litwie w 2008 roku było wydawanych 18 gazet i czasopism po rosyjsku. Roczny ich łączny nakład sięgał około 15 mln egzemplarzy. Dla porównania, Polacy na Litwie, którzy stanowią największą mniejszość narodową, wydają zaledwie trzy tytuły prasowe, a ich roczny nakład wynosi ledwo 1 mln egzemplarzy, z czego większą część stanowi nakład „Kuriera Wileńskiego”. Toteż faktem jest, że pozostawioną przez Polaków przestrzeń informacyjną zajmują rosyjskie gazety, telewizje, radia i portale internetowe. Nie piszą one, a tym bardziej nie walczą o prawa mniejszości. Zresztą nie muszą. Jest to domena litewskich Polaków i polskich mediów i wszystko, co Polacy wywalczą w tym zakresie stanie się dorobkiem również innych mniejszości, w tym Rosjan i nie tylko na Litwie.

Mimo swoich kontrowersyjnych poglądów wobec Polaków, problem ten dostrzega również dr Alvydas Butkus. Zresztą podpowiadają mu go koledzy z Łotwy, którzy, jak pisze Butkus, nie wyobrażają, żeby o podobne prawa co Polacy na Litwie ubiegałaby się łotewska mniejszość rosyjskojęzyczna. Większość jej przedstawicieli nawet nie ma obywatelstwa łotewskiego. To spostrzeżenie byłoby trafne, gdybyśmy porównywali mniejszości rosyjskie na Litwie i Łotwie.

Postawa części Polaków, głównie w okresie tzw. autonomii wileńskiej, na długie lata nakreśliła charakter relacji polsko-litewskich
Postawa części Polaków, głównie w okresie tzw. autonomii wileńskiej, na długie lata nakreśliła charakter relacji polsko-litewskich

Z drugiej zaś strony trudno porównywać sytuacje mniejszości polskich w tych krajach. Polaków na Łotwie jest około 60 tys. i proporcjonalnie do ogółu nie stanowią oni tak licznej grupy, jaką są ich rodacy na Litwie.

— Polacy na Łotwie stanowią piękny koloryt, gdy tymczasem na Litwie stanowią zagrożenie masą, również w kontekście chociażby niezwróconej ziemi, jaka jest wciąż do podziału — zauważa Romuald Mieczkowski. Jego zdaniem, na różnicy w postrzeganiu Polaków na Łotwie i na Litwie ciąży również ich odmienne zachowanie się w okresie odrodzenia narodowego Litwinów i Łotyszy.

— Gdy Polacy na Łotwie stanowczo poparli łotewską niepodległość, to na Litwie było wiele osób wahających się — zauważa Romuald Mieczkowski, który był jednym z założycieli Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Polaków na Litwie w 1988 roku, które rok później przekształcono w Związek Polaków na Litwie.

— Sporo osób, również dzisiejszych działaczy, wtedy wahało się. Nie wierzyli, że Związek Radziecki rozpadnie się. Zajmowali wtedy różne stanowiska i obawiali się zemsty Rosjan. Niektórzy pamiętali też litewską politykę międzywojenną skierowaną na wynarodowienie Polaków, dlatego uważało, że sytuacja może się powtórzyć. Była też grupa, która wiedziała, że każda demokracja niezależnie od przymiotnika daje większe szanse, dlatego popierała samostanowienie się Litwy. Wtedy też powstało pismo „Znad Wilii”, które skupiało takich ludzi. Nie spodobało się to Rosjanom, również niektórym naszym rodakom. Ale dziś widzimy, że była to słuszna droga. Działając w demokracji, możemy z lepszym, czy gorszym skutkiem, ale ubiegać się o swoje prawa. Choć nie zawsze być może potrafimy je skutecznie wyegzekwować — mówi Romuald Mieczkowski.

Droga łotewskich Polaków była natomiast nieco inna. Stanowczo opowiedzieli się oni za niepodległością Łotwy, zawdzięczając głównie stanowisku śp. Ity Kozakiewicz, ówczesnej pierwszej prezes Związku Polaków na Łotwie. Ita Kozakiewicz cieszyła się na Łotwie powszechnym szacunkiem. Jako reprezentantka polskiej mniejszości wchodziła w skład kierownictwa Frontu Narodowego Łotwy (łotewskiego Sąjūdisu). W marcu 1990 roku została wybrana do Rady Najwyższej Łotwy, pokonując w wyborach kandydata prorosyjskiej organizacji. Dzięki swojej postawie cieszyła się wielkim autorytetem zarówno wśród łotewskich Polaków, jak również wśród Łotyszy. Sprzeciwiła się kategorycznie zamiarom wykorzystania polskiej mniejszości wspólnie z prorosyjskimi organizacjami do walki z ruchami niepodległościowymi w krajach bałtyckich, czego tak do końca nie udało się uniknąć na Litwie. Przez to podpadła mocno sowieckim służbom specjalnym. Zginęła tragicznie 28 października 1989 roku podczas pobytu we Włoszech, gdzie uczestniczyła w pierwszym spotkaniu Polonii z całego świata. Postawa Ity Kozakiewicz nakreśliła przyszły kierunek relacji polsko-łotewskich. Tymczasem losy litewskich Polaków, z powodu braku jednoznacznej postawy wobec litewskiej niepodległości potoczyły się (toczą się?) inaczej — autonomia wileńska oraz próby pozostania w rozpadającym się Związku Radzieckim, dystans do litewskiej deklaracji niepodległościowej. Taka postawa pozwala do dziś rozgrywać polską kartę na Litwie, z braku rosyjskiej. Uzupełnia ją podtrzymywana umiejętnie również w społeczności polskiej posowiecka nostalgia i naiwnie byłoby sądzić, że nie wykorzysta jej Wschodni Sąsiad mający interesy na Litwie oraz w całym regionie. Stąd zapewne dostrzeżenie rosyjskiej ofensywy na Litwie nie tylko przez Tomasza Terlikowskiego, lecz również wielu innych naszych rozmówców.

„Jeśli chodzi o interesy Polski, to wolelibyśmy już, żeby litewscy Polacy zlituanizowaliby się, niż zrusyfikowaliby się” — powiedział nam jeden z naszych rozmówców z Polski, obserwator polsko–litewskiej sceny politycznej.

Tymczasem Romuald Mieczkowski zauważa, że Polska patrzy na Litwę poprzez pryzmat Europy, gdy tymczasem Rosja, jako spadkobierczyni imperium działa w charakterystyczny dla imperium sposób pozostawiając swoje przyczółki, jako mechanizm przyszłych nacisków na ościenne państwa.

Jak zauważa na łamach „Rzeczypospolitej” ambasador Litwy w Polsce Egidijus Meilūnas, znane już z lat 1989-1991 określenia Górski Karabach, Abchaska Republika Autonomiczna nie tylko oznaczały zalążek do dziś trwających konfliktów, ale też kształtowały negatywne stanowisko litewskich polityków wobec polskiej autonomii.

„Szerzenie idei autonomii w okresie walki Litwy o wolność i niepodległość było korzystne wyłącznie przeciwnikom niepodległości, zwolennikom zachowania Związku Sowieckiego. Po drugie, dążenia do autonomii nie odzwierciedlały interesów większości Polaków na Litwie, lecz najbardziej interesy działaczy komunistycznej nomenklatury” — napisał Egidijus Meilūnas.

Do wymienionych przez ambasadora Karabachu i Abchazji, dziś można doliczyć Południową Osetię, Krym, Naddniestrze. Pytaniem retorycznym pozostaje czyją stratą jest, że w tym szeregu nie ma dziś Polskiego Rejonu Narodowościowo–Terytorialnego?


TAJEMNICZA ŚMIERĆ ITY KOZAKIEWICZ

Ita Kozakiewicz, była przedstawicielką tych Polaków w ZSRR, którzy nie ulegli sowietyzacji. Zafascynowana etosem „Solidarności” propagowała go wśród Polaków na Łotwie i w krajach bałtyckich. Była dla nich prawdziwym autorytetem. Domagała się większej aktywności polskiej polityki w relacjach z krajami bałtyckimi. Uważała, że Polacy na Kresach mogliby być dobrymi pośrednikami w zacieśnieniu tych kontaktów.
Zginęła tragicznie 28 października 1990 roku w Santa Agostino, gdy razem z uczestnikami spotkania Polonii Świata wracała z Monte Cassino do Rzymu. Do dziś jej śmierć wywołuje konsternację. Wieloletnia prezes Związku Polaków w Austrii Danuta Zofia Nemling, która była świadkiem tragicznej śmierci Ity Kozakiewicz, w rozmowie z polskim działaczem opozycyjnym w Służbie Bezpieczeństwie kapitanem Marianem Charukiewiczem, wspomina, że w tym dniu nic nie zapowiadało tragedii: „Wracając z Monte Cassino, zatrzymaliśmy się autokarem na postój koło przydrożnej kawiarni. Miała to być krótka przerwa. Później okazało się, że kilka osób, w tym Ita Kozakiewicz, postanowiło wykąpać się w morzu. Dziwna to była decyzja, bo ani czas, ani też pogoda nie sprzyjały temu. Gdy już wsiadaliśmy do autokaru, zobaczyliśmy, że nasi ludzie zebrali się na brzegu. Ktoś powiedział, że oni są w morzu. Po krótkim czasie fale wyrzuciły ciało Ity na brzeg. Byli wśród nas lekarze, którzy próbowali udzielić pierwszej pomocy, zanim przyjechała karetka. Potem dowiedzieliśmy się, że Ita nie żyje”.
Po tragicznej jej śmierci pojawiło się wiele domysłów i sugestii. Romuald Mieczkowski, który był w towarzystwie Ity Kozakiewicz w dniu jej śmierci, uważa, że podejrzenia nieprzypadkowej śmierci raczej nie znajdują uzasadnienia.
Dziwi się jednak, że Ita Kozakiewicz w towarzystwie kilku innych działaczy polonijnych z Litwy, Białorusi i Ukrainy postanowiła wykąpać się, gdy faktycznie wszyscy już wracali do autokarów. Tym bardziej, że jak wynika z naszych ustaleń, w tym dniu Ita Kozakiewicz czuła się nie najlepiej i brała leki z powodu kłopotów ciśnieniowych.