Nacjonalistyczne hasła na polskiej ambasadzie

312
Odkąd przed rokiem polskie placówki dyplomatyczne przeniosły się do XVII-wiecznego pałacu Paców przy ulicy św. Jana w centrum Wilna, budynek ten stał się obiektem częstych ataków wandali oraz litewskiej prasy, której nie podoba się wywieszona na terenie placówki polska flaga Fot. Marian Paluszkiewicz
Odkąd przed rokiem polskie placówki dyplomatyczne przeniosły się do XVII-wiecznego pałacu Paców przy ulicy św. Jana w centrum Wilna, budynek ten stał się obiektem częstych ataków wandali oraz litewskiej prasy, której nie podoba się wywieszona na terenie placówki polska flaga Fot. Marian Paluszkiewicz

Napisy „Suwałki litewskie” i „Won z Litwy” po litewsku oraz znak odwróconego krzyża pojawiły się w ubiegłą niedzielę na budynku polskiej ambasady w Wilnie przy ulicy Świętojańskiej (Šv. Jono). Jest to kolejny atak przeciwko polskim placówkom dyplomatycznym w litewskiej stolicy w ciągu ostatnich dwóch lat. Policja ustala, czy sprawcami ataku są przypadkowi wandale, czy też konkretne osoby i organizacje.

Dotychczas policji nie udało się ująć żadnego ze sprawców wcześniejszych przypadków wandalizmu przeciwko polskim placówkom dyplomatycznym. Tym razem wileńska policja przekonuje jednak, że są szanse na ujęcie sprawców.

— Budynek ambasady znajduje się w centrum starówki, gdzie wiele ulic jest monitorowanych przez kamery wideo. Znamy też, że do zajścia doszło w konkretnych godzinach. Mamy więc nadzieję, że tym razem uda się ustalić sprawców — wyjaśnił „Kurierowi” Donatas Malaškevičius, naczelnik III komisariatu Komendy Głównej Policji w Wilnie. Powiedział też, że wcześniej również dochodziło do aktów wandalizmu przeciwko placówkom dyplomatycznym, również polskim, lecz ich dotychczasowi sprawcy pozostają nieznani.

Przypominamy, że wcześniej polskie placówki dyplomatyczne cierpiały z powodu zrywanych flag z budynku Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Wilnie przy ulicy Kaštonų oraz ze starego budynku ambasady i konsulatu przy ul. Smėlio. Z gmachu przy ul. św. Jana, który polskie MSZ nabyło przed dwoma laty na potrzeby placówek dyplomatycznych, w ubiegłym roku również zerwano flagę.

— Incydent sprzed paru lat był zgłoszony na policję. Skierowaliśmy też pismo do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z prośbą o wyjaśnienie tej sprawy. Również sprawą ostatniego incydentu zajęła się policja, która zabezpieczyła dowody i wszczęła dochodzenie. O sprawie zostało poinformowane litewskie MSZ — powiedziała nam Ewa Figel, radca-minister, kierownik Wydziału Polityczno-Ekonomicznego ambasady.

W III komisariacie stołecznej policji poinformowano nas, że funkcjonariusze badają teraz nagrania z kamer wideo z okolic gmachu ambasady, na których być może zostali zarejestrowani sprawcy wandalizmu.

— Ustaliliśmy określone godziny, w których doszło do incydentu, bowiem o 3.15 teren był sprawdzany przez patrol policyjny, który niczego nie zarejestrował. Napis zauważono podczas drugiego sprawdzania terenu przez patrol o godzinie 6.00 rano. Mamy więc konkretne godziny. Teraz sprawdzamy nagrania z okolicznych kamer wideomonitoringu — wyjaśnił nam naczelnik komisariatu policji Donatas Malaškevičius.

Policja na razie nie ma dowodów na to, czy napisy na gmachu ambasady to wybryk wandalizmu powracających z nocnych zabaw chuliganów, czy też zamierzone działanie konkretnych osób lub organizacji.

— Na obecnym etapie śledztwa na razie trudno jest to ustalić — powiedział D. Malaškevičius. Zauważył jednak, że wcześniej najczęściej dochodziło do zerwań flag z gmachów placówek dyplomatycznych, ale nie było napisów o charakterze rewizjonistycznym czy nacjonalistycznym. Te nastroje wyraźnie wzrosły w ostatnich latach. Nastroje te, podsycane przez litewską prasę, która, między innymi, miała za złe polskiej placówce dyplomatycznej przy ulicy Świętojańskiej, że wywiesiła przed swoim gmachem polską flagę, znajdują też akceptację w litewskim społeczeństwie oraz prawie. W tym roku sąd uniewinnił na przykład uczestnika nielegalnego przemarszu nacjonalistów ulicami Wilna, który skandował „Litwa dla Litwinów!”. Litewski sąd dał się przekonać obronie oskarżonego, że skandując te słowa podczas marszu skinheadów i ultranacjonalistycznej młodzieży młodzieniec ten miał na myśli, że „władza na Litwie powinna należeć do narodu litewskiego”.