„Vilnius-Niemenczyn” czyli w autobusie jak w domu

Większość pasażerów cieszy się z litewsko-polskich tabliczek i usług przewozu, jakie świadczy Zajezdnia Autobusowa Rejonu Wileńskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Już od dwóch tygodni trasą Niemenczyn-Wilno-Niemenczyn  jeżdżą mikrobusy nowego przewoźnika — Zajezdni Autobusowej Rejonu Wileńskiego. Nowe nie tylko pojazdy, ale też niewidziane tu dotychczas litewsko-polskie napisy. Czysto, wygodnie, a do tego kierowcy mogą się przywitać i po polsku, puszczą też polską muzykę. Jak odebrali tę nowość mieszkańcy rejonu, klienci samorządowych busów?

„Raz wygodnie, raz uciążliwie, punktualnie lub z opóźnieniem, z ciepłym uśmiechem czy też lekkim wzburzeniem, jednak zawsze jak w domu…. Bo po polsku!” — tak właśnie większość mieszkańców Wileńszczyzny ocenia usługi świadczone przez nowo powstałą Zajezdnię Autobusową Rejonu Wileńskiego.

Girl in a jacket

— Twarz kierowcy nieznajoma… Ciekawie, czy rozumie po polsku? Nowa zajezdnia, napisy na busach są w dwóch językach. W państwowym litewskim i naszym — polskim. Jak przyjemnie! Tylko jak zwracać się do kierowcy? Mówić „dzień dobry”, czy „laba diena”? — uśmiechając się pyta koleżankę Renata, studentka z Niemenczyna, która zazwyczaj woli jeździć własnym autem niż korzystać z transportu publicznego.

Jej koleżanka z kolei wchodzi do busa i dumnie głośno po polsku wita się z kierowcą, który z uśmiechem też po polsku odpowiada.

— Jak w domu! — śmieje się dziewczyna. — Czysto, wygodne krzesła, klimatyzacja, kierowca mówi po polsku, a do tego słyszę głos Kamila Zalewskiego z Radia Znad Wilii.

Nagle dziewczyny ucichły, gdy usłyszały rozmowę telefoniczną swojej byłej lituanistki z gimnazjum, która opowiadała swemu rozmówcy o wprowadzonych zmianach.

Kierownictwo zajezdni otrzymuje skargi dotyczące polskich napisów Fot. Marian Paluszkiewicz

— Wyobraź sobie — wszystko po polsku! I to zajezdnia rejonu wileńskiego, a bus jedzie do Niemenczyna. Co? Oczywiście! Kierowca też mówi po polsku. I piosenki polskie puszczają! — dziwiła się kobieta, ale zaraz dodała ze zrozumieniem: „No, w końcu może nic dziwnego…  Tylko w samym Niemenczynie Polacy to 60 proc. wszystkich mieszkańców. Chyba mają na to prawo…” Skończyła rozmowę. Zapomniała tylko wspomnieć o kolejnej nowości — tańszych biletach…

Przed dwoma tygodniami otwarta w Niemenczynie Zajezdnia Autobusowa Rejonu Wileńskiego dzisiaj dwoi się i troi, aby zadowolić każdego swego klienta. Ale czy jest to możliwe?

Podczas uroczystego otwarcia zajezdni jej kierownik Dariusz Gasperowicz zapewniał wszystkich, że mieszkańców i gości rejonu wileńskiego przewozić będą kompetentni i doświadczeni kierowcy, których celem jest bezpieczny przewóz. Zdaniem mieszkańców rejonu, swoje obietnice kierownik zajezdni spełnia, bo niewygody stwarzane przez poprzedniego przewoźnika, które uciążliwe dokuczały, zostały usunięte, jednak… powstały nowe.

— Kas dar per „zajezdnia”? Ką reiškia šis žodis?! — zwracając się do kierowcy, oburzał się emeryt z Antowila i zagroził, że będzie się skarżył.

I rzeczywiście, poszedł ze skargą do kierownictwa zajezdni. Oprócz „zajezdni” zawadziło mu polskie radio. W Niemenczynie wytłumaczono mu, że na busach są też napisy w języku litewskim (takie, że ślepy by zobaczył) więc „parkas” to „zajezdnia” i na odwrót — wyjaśniono mu znaczenie polskiego napisu. Starszego pana zapoznano też z Przepisami Przewozu Pasażerów i Bagażu Autobusami Tras Lokalnych Rejonu Wileńskiego, zatwierdzone przez Radę w maju w roku 2008. Otóż z nich jasno wynika (artykuł 19 pkt 1), że kierowca „nie może zachowywać się niegrzecznie i obrażać godność klientów, palić w salonie, korzystać z aparatury dźwiękowej i wizualnej, jeżeli jest nie do przyjęcia chociaż jednemu klientowi”. Co znaczy tyle, że każdy, komu akurat nie przypada do gustu muzyka w autobusie może poprosić kierowcę, aby ten przyciszył lub wyłączył radio. No i po co tyle krzyku?

— Niech pan da namiary swego szefa. Wczoraj ludzie czekali na ostatni autobus, który nie przyjechał! Według jakiego rozkładu kursujecie? — pewnego ranka wsiadając do samorządowego autobusika, złościł się chłopak z plecakiem na ramieniu.

Czyżby praca nowej zajezdni — zaledwie od dwóch tygodni funkcjonującej — już zaczyna szwankować? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do kierownika zajezdni Dariusza Gasperowicza, który wyjaśnił, że samorządowe busy kursują według rozkładu jazdy poprzedniego przewoźnika.

— Zauważyliśmy, że są niezgodne z zamontowanymi na przystankach rozkładami. Już to naprawiamy. Nowe tablice rozkładu jazdy są już zamówione i prawdopodobnie zostaną zamontowane od razu po długim weekendzie. Trochę cierpliwości — uśmiechając się, powiedział Gasperowicz.

Jak powiedział, nie ma problemów, których nie da się rozwiązać. Oprócz skarg, to kierownictwo słyszy też „dobre słowa”.

Ludzie cieszą się, że staniały bilety. Jednak teoretycznie ceny przejazdu nie zmieniły się. Kosztuje tyle, ile ustaliła rada samorządu rejonu wileńskiego, czyli 16 centów za kilometr plus VAT.

— Po prostu poprzedni przewoźnik stosował takie ceny, jakie chciał. My natomiast korzystamy z nowoczesnych aparatów kasowych, a więc ludzie płacą za przejechane kilometry. A różnice widzą sami pasażerowie.

Na przykład, jeszcze przed miesiącem bilet z Niemenczyna do Werusowy kosztował 2 lity, teraz natomiast 1,40 — powiedział kierownik zajezdni.

— Nie znam szczegółów polityki samorządu rejonu wileńskiego. I dlatego nie mogę potwierdzić lub nie zgodzić się z emerytką, która podczas jazdy powiedziała mi, że samorząd założył zajezdnię, mając na celu ją sprzedać i zrobić z tego dobry biznes. Wiem jedno, że każdego dnia bez wyjątku korzystam z usług nowo utworzonej zajezdni i jestem zadowolona, ponieważ wita i żegna mnie zwykły ludzki uśmiech, mogę usiąść wygodnie i w gorące letnie dni odczuwać zimne powietrze — wychodząc z busa, powiedziała Ewelina, pracowniczka jednego z wileńskich supermarketów.