XX Pielgrzymka Ejszyszki – Ostra Brama u stóp Pani Miłosierdzia

Zziajani, zmęczeni, ale zadowoleni Fot. Marian Paluszkiewicz

Po raz dwudziesty z rzędu w czwartek w samo południe głośno zabiły dzwony Ostrej Bramy na powitanie pielgrzymów, którzy z Ejszyszek dotarli już do mety przed Tron Tej, co w Ostrej Świeci Bramie.

Tradycyjnie czekali już tu na nich wilnianie z modlitwą na ustach i uśmiechem na twarzy. Wielu z nich, to rodzice, którzy przyszli spotkać swoje pociechy i razem z nimi się pomodlić, podziękować za pielgrzymkę i otrzymane łaski, poprosić o nowe. Jak co roku pielgrzymi padli na twarz na „ostrobramskim bruku”, a Pani w darze przynieśli wotum w postaci srebrnego serca wielkości dziecięcej dłoni w podzięce za otrzymane łaski i opiekę w ciągu tych dwudziestu lat.

Girl in a jacket

Ostra Brama dwa razy do roku ma swoje święto, gdzie to cała Starówka bywa sparaliżowana: jesienią podczas Opiek Matki Bożej i latem, gdy pielgrzymuje młodzież. O bardziej wzruszający obrazek chyba trudno, gdy młodzi leżą krzyżem i brzmią najstarsze i chyba najpiękniejsze pieśni maryjne takie jak „Serdeczna Matko” czy „Maryjo Matki Miłosierdzia”.

„Maryjo, Matko Miłosierdzia,
Co w Ostrej Bramie Tron swój masz,
Do Ciebie śpieszymy w każdej biedzie,
A Ty nam pomoc zawsze dasz”.

Zziajani, zmęczeni upałami, ale nie skropieni deszczem, bo padało kilka razy akurat wtedy, gdy się modlili w kościele, na nogach bąble i pot po czole spływał, ale swego dopięli.

— To taka mała próba własnych sił fizycznych i duchowych i małe zwycięstwo nad sobą — mówi Marek, który przyznał się, że w pewnym momencie chciał już uciec, ale wstyd było przed kolegami.

Ci, co to już nie po raz pierwszy szli (pani Teresa z Turgiel szła już po raz dwudziesty), za każdym razem z wielkim sentymentem przypominają mieszkańców kolejnych miejscowości, którzy co roku spotykają ich z kromką chleba, czymś do picia, dobrym słowem i modlitwą.Byli i tacy, co przyłączyli się po drodze. Tu, już od lat nawiązują się takie pielgrzymkowe przyjaźnie, są nawet małżeństwa.

Pielgrzymi serdecznymi oklaskami powitali nowego biskupa pomocniczego Arūnasa Poniškaitisa, który z okna kaplicy do nich przemówił.

— Drodzy pielgrzymi, witam was u stóp Matki Bożej i proszę, abyście poczuli ducha Kościoła i wszyscy stanowili jedno. Podczas tej Mszy św. będę błagał Boga, byście doświadczyli Jego pielgrzymki w waszych sercach — takimi słowami zwrócił się do pątników Jego Ekscelencja ks. biskup Arūnas Poniškaitis.

A i Ewangelia wczoraj była dopasowana akurat do pielgrzymów, w której się mówi, byśmy wszyscy wierzący byli jedno. A podczas pielgrzymki niejedno brzemię się trafiało, ale nikt się nie krzywił, nie narzekał. Po prostu jedni drugim pomagali, kto, w czym i jak potrafił. Najtrudniejszy był pierwszy dzień, w którym trzeba było pokonać 33 kilometry. I tu, właśnie, nie odbyło się bez drobnych incydentów, parę osób trzeba było zostawić w szpitalu, bo dostali urazu słonecznego, ale na szczęście nic im poważnego nie grozi.

Najmłodszą pątniczką była siedmioletnia Monika z Wilna z babcią i z dziadkiem.

— Bez odpoczynku przeszłam 20 kilometrów, ciężko było, ale musiałam za wszystkich braci się modlić, za mamę, za tatę i w ogóle wszystkich — opowiadała z dumą mała Monika.

Najwięcej młodzieży było z Kalwarii Wileńskiej, prawie cały młodzieżowy chór: Ania, Karina, Iwonka, Wioleta, Ela, siostra Ilona. Najstarszą była pani Scholastyka (78) lat z Kolonii Wileńskiej. Państwo Raczyńscy z Wilna byli całą rodziną: mąż, żona i trzy dorosłe córki. A przypomnijmy, że tematem pielgrzymki była rodzina. Ci, co mają rodziny, modlili się o większą miłość, zrozumienie, wzajemne wsparcie. Młodzi modlili się o dobrych mężów i dobrych żon, bo to przecież los na loterii. A prócz tego, każdy miał jeszcze własne, drobne intencje, często bardzo osobiste i skryte, co to tylko matce można zawierzyć.

Jedna z pielgrzymujących mówiła, że często chodziła z pielgrzymkami z Polski, a z wilniukami szła po raz pierwszy i teraz zawsze już będzie z nimi chodzić, bo tu jakoś bardziej swojsko i serdecznie. Wieczorami były zabawy, ogniska, pieśni i nawet mecz. Ludzie po prostu są bardziej na wszystkich i na wszystko otwarci. Byli księża z Polski, grupa młodzieży litewskiej i nawet siostra zakonna z Australii. Wszyscy się doskonale rozumieli, wspólnie modlili, bo modlitwa to miłość a miłość ponoć tak jak muzyka nie zna granic.