W hołdzie ofiarom ponarskim, w pamięć o wojnie

230
71. rocznicę wybuchu II wojny światowej uczczono złożeniem wieńców w hołdzie ofiarom ponarskim Fot. Marian Paluszkiewicz

Urywki, słowa, zdania, hasła… Najbardziej trafne wciąż do końca nie oddają wymiaru zbrodni ponarskiej. Podobnie jak do końca nie oddają jej wymiaru skromne pomniki w lasach ponarskich, których ziemia zbroczona krwią około 100 tys. głównie polskich obywateli, przede wszystkim Żydów i Polaków.

Wczoraj, w 71. rocznicę wybuchu II wojny światowej, w kwaterze polskiej Memoriału w Ponarach polska społeczność na Litwie oraz rodacy z Macierzy uczcili pamięć pomordowanych. Przedstawiciele polskich organizacji na Litwie, stowarzyszenia „Rodzina Katyńska” oraz polskiej placówki dyplomatycznej złożyli tu wieńce i zapalili znicze. Kombatanci stanęli na warcie honorowej. Odprawiono też nabożeństwo w intencji pomordowanych.

Przed rozpoczęciem ceremonii wieńce złożono też przed pomnikami żydowskim, rosyjskim i ofiarom innych narodowości zbrodni ponarskiej. Oddano hołd ich pamięci, bo jak podkreślano w okolicznościowych przemówieniach, właśnie pamięć przez dziesięciolecia chroniła ofiary od zapomnienia.

„Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie…” — często powtarzała w wywiadach śp. Helena Pasierbska, założycielka i wieloletnia prezes stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”. Wilnianka, żołnierz Armii Krajowej, były więzień na Łukiszkach, otarła się o gehennę ponarską. Była blisko tych ludzi, którzy wśród tysięcy innych przyjęli okrutną śmierć z rąk niemieckich i litewskich oprawców. Wiele lat swej działalności w ramach „Rodziny Ponarskiej” poświęciła, by ocalić od zapomnienia właśnie pamięć i prawdę o ludobójstwie ponarskim. Żydzi, Polacy, Rosjanie, Romowie — torturowani i męczeni, ginęli codziennie w lasach ponarskich z rąk litewskich kolaborantów chcących wysłużyć się przed swoim nowym niemieckim gospodarzem. Im większa była ta chęć, tym większe było ich okrucieństwo wobec ofiar. Świadczą o tym m. in. zapiski naocznego świadka zdarzeń — Kazimierza Sakowicza, który mieszkał w pobliżu miejsca zbrodni. Zapisywał skrzętnie to, co widział, zaś notatki ukrywał w butelkach, które zakopywał w ogrodzie.

Dziś uznaje się, że w czasie II wojny światowej, w latach 1941-1944, z rąk oddziałów SS i policji niemieckiej wspomaganych przez ochotnicze litewskie oddziały Ypatingasis būrys (Sonderkomando der Sicherheitsdienst und des SD), w Ponarach zginęło ok. 100 000 osób. Ofiary przywożono pociągami lub ciężarówkami, rozstrzeliwano i masowo grzebano w olbrzymich dołach. Później próbowano zatrzeć ślady zbrodni masowo paląc zwłoki pomordowanych. Dlatego dziś do końca nie wiadomo, ile ofiar pochłonęły lasy ponarskie. Wśród ofiar Żydzi stanowili od 56 000 do 70 000. Od kilkunastu tysięcy, do 20 000 ofiar stanowili Polacy, głównie inteligencja wileńska, żołnierze AK, harcerze, młodzież szkolna, duchowni.

Tymczasem litewscy historycy przekonują, że ofiarami ponarskiego ludobójstwa mogło paść najwyżej 50 tys. osób, a wśród nich około 35 tys. Żydów. Pozostałe ofiary były innych narodowości. W tym „kilkaset Polaków”. Wobec tego, zawarte w książce Heleny Pasierbskiej „Ponary — wileńska Golgota” informacje o liczbie polskich ofiar niektórzy litewscy historycy nazywają „absolutnym mijaniem się z prawdą” i zarzucają autorce książki „rozniecanie nienawiści”.

Ale jak napisano na jednej ze stron internetowych poświęconych zbrodni ponarskiej, „prawda jest nazywana nienawiścią przez tych, którzy nienawidzą prawdy”.

W imię tej prawdy, wczoraj przedstawiciele stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”, polskich organizacji społecznych na Litwie oraz przedstawiciele polskiej placówki dyplomatycznej odsłonili w Domu Kultury Polskiej w Wilnie tablicę pamiątkową ofiarom ludobójstwa w Ponarach.