Wileński pat — konserwatyści liczą na Polaków

Stołeczna koalicja na czele z konserwatystami znalazła się w sytuacji patowej i teraz liczy na pomoc polskiej frakcji Fot. Marian Paluszkiewicz

We wtorek stołeczna opozycja, w środę koalicja rządząca naradzały się w sprawie wyborów nowego mera Wilna. Ani jednym, ani drugim jednak nie udało się ustalić konkretów, aczkolwiek koalicji rządzącej w środę przynajmniej udało się wytypować kandydaturę radnego Raimundasa Alekny na nowego mera.

Zdaniem opozycji, jest to jednak gra koalicjantów na zwłokę, gdyż nie mają oni ani większości, aby zatwierdzić zmiany, ani też żadnych gwarancji, że obecny mer Vilius Navickas odejdzie bez walki.

Girl in a jacket

— Obecny mer Vilius Navickas nie jest już ani członkiem partii konserwatystów, ani też członkiem ich frakcji w samorządzie. Konserwatyści nie mają więc żadnych możliwości nacisku na Navickasa, żeby ustąpił ze stanowiska — wyjaśnia w rozmowie z „Kurierem” Jarosław Kamiński, zastępca starosty opozycyjnej frakcji Akcji Wyborczej Polaków na Litwie w radzie miasta. Jego zdaniem, jeśli konserwatyści nie podejmą się odpowiedzialności i nie znajdą wyjścia z zaistniałej sytuacji, to sytuacja patowa w samorządzie może potrwać aż do połowy grudnia albo nawet do końca lutego, kiedy ją rozwiążą wybory samorządowe.

„Kiedy będzie można składać panu gratulacje z okazji zajęcia stanowiska mera Wilna?” — podchwytliwie pytamy kandydata konserwatystów na nowego mera.

— Wtedy, kiedy polska frakcja dołączy do naszej koalicji i poprze moją kandydaturę — odpowiada półżartem półserio Raimundas Alekna. I tłumaczy, że taka propozycja została już złożona frakcji AWPL.

Prezes (wileńskiego oddziału partii konserwatywnej Związku Ojczyzny/Chrześcijańscy Demokraci Litwy — przyp. red.) Mantas Adomėnas został upoważniony do prowadzenia negocjacji z frakcjami opozycyjnymi i rozmawiał już z przedstawicielami polskiej frakcji.

O ile wiem, rozmowy będą kontynuowane — wyjaśnia kandydat na mera Wilna i dodaje, że przeciąganie sytuacji patowej nie jest na rękę żadnej z samorządowych frakcji.

Że sytuacja jest bardzo skomplikowana, przyznaje też radny Jarosław Kamiński. Podkreśla jednak raz jeszcze, że cała odpowiedzialność leży po stronie konserwatystów i to oni muszą jej się podjąć. Zdaniem zastępcy starosty frakcji AWPL, podstawowym problemem jest brak czasu przed zbliżającymi się wyborami i jeśli opozycja poprze obecną koalicję, to będzie to tylko poparcie dla poparcia.

— Nie ma czasu na zmianę budżetowych założeń programowych, toteż budżet będzie wykonywany według starych założeń. Natomiast nowy budżet, nawet jeśli zostanie zatwierdzony jeszcze przed wyborami, przyjdzie się realizować nowej Radzie, więc też nie ma gwarancji, czy zostanie on zrealizowany — wyjaśnia Kamiński. Dodaje, że nie ma też gwarancji, czy konserwatyści poradzą sobie z Navickasem.

Że taki problem faktycznie istnieje, przyznają również konserwatyści.

— Navickas złożył deklarację, że poda się do dymisji po tym, jak nowa większość zdecyduje się w sprawie wyborów nowego mera. Deklarację tę on jednak złożył, kiedy jeszcze nie był wydalony z partii oraz był członkiem frakcji. Dziś mamy już inną sytuację i nie mamy gwarancji, że dotrzyma słowa — mówi Alekna i zauważa też, że określenie „nowa większość” usprawiedliwiałoby jego upór.

— Bo faktycznie nie mamy większości. Dziś są negocjacje w sprawie jej utworzenia, ale jest to proces, który nie ma gwarancji, że się skończy do 26 listopada — podkreśla kandydat na nowego mera.

Jeśli obecnej koalicji nie uda się porozumieć w sprawie nowej większości do 26 listopada, to nie wyklucza się, że potem mer Navickas zostanie usunięty ze stanowiska na podstawie interpelacji. Dla Navickasa nie będzie to pierwsze wotum nieufności, gdyż z ostatniego on wyszedł zwycięsko przed niespełna 5 miesiącami. Zgodnie z ustawą, kolejne wotum Rada może wyrazić nie wcześniej niż po 6 miesiącach od poprzedniego, czyli nie wcześniej niż 26 listopada. Decyzja zaś w sprawie wotum może zapaść dopiero w okolicach 10 grudnia.

Czy zapadnie?

— Nie wiadomo, bo od 4 listopada już będzie trwała kampania wyborcza, więc konserwatystom będzie zależało, żeby przetrwać bez zmian do wyborów — zauważa Jarosław Kamiński.