W Sejmie rozdwojenie impeachmentu

47
W czwartek posłowie zadecydowali o wyrzuceniu posła Linasa Karaliusa (z prawa) z Sejmu, natomiast zachowali mandat posłowi Aleksandrowi Sacharukowi Fot. ELTA

Za pogwałcenie Konstytucji poseł Linas Karalius stracił mandat, zaś jego kolega Aleksander Sacharuk, również oskarżany za złamanie przysięgi konstytucyjnej, pozostaje dalej pracować w Sejmie.

Tak w czwartek postanowił Sejm. 89 posłów ze 130 biorących udział w tajnym głosowaniu opowiedziało się za pozbawieniem Karaliusa mandatu poselskiego. Za usunięciem z Sejmu Sacharuka głosowało 80 posłów. Zgodnie z prawem, Sejm może pozbawić posła mandatu, jeśli w tajnym głosowaniu opowie się za tym nie mniej niż 85 posłów.

Dwóm posłom liczącej 12 osób frakcji Partii Chrześcijańskiej zarzuca się, że dopuścili się poważnych naruszeń Statutu sejmowego, przez co też złamali poselską przysięgę konstytucyjną.

Linas Karalius oskarżany jest, że w trakcie trwania sesji parlamentarnej udał się w podróż po Azji, zaś poseł Aleksander Sacharuk, pod nieobecność Karaliusa, głosował za niego używając identyfikatora poselskiego, który Karalius zostawił koledze z ławy poselskiej.

Sejm skierował sprawę posłów do Sądu Konstytucyjnego, który uznał, że swoimi działaniami posłowie naruszyli Konstytucję. Decyzję o pozbawieniu ich mandatów miał jednak podjąć Sejm.

Wczorajsza procedura impeachmentu wobec posłów Aleksandra Sacharuka i Linasa Karaliusa, nie licząc głosowania, zajęła niespełna dwie godziny. W ciągu tego czasu parlamentarzyści zdążył wysłuchać oświadczenia w tej sprawie przewodniczącej Sejmu Ireny Degutienė, oskarżonych posłów i ich obrońców. Posłowie mogli też zadawać pytania oskarżonym posłom oraz wypowiadać się w ich obronie, jak też po stronie oskarżenia. Pytań nie było. Natomiast wypowiedzi nie zabrakło. Niektórzy z kolegów Sacharuka i Karaliusa z frakcji Partii Chrześcijańskiej na tyle zagalopowali się w obronie posłów, że obarczyli Sejm odpowiedzialnością za poronienie dziecka, jakie partnerka Sacharuka miała jeszcze w marcu.

— 16 marca, gdy ruszała spycharka impeachmentu, ta młoda rodzina doznała ogromnej straty — oni stracili dziecko. Apelując do waszego sumienia, chcę zadać retoryczne pytanie — czy impeachment jest wart śmierci dziecka? Czy wart jest tego, że tyle czasu ludzie nie mogą skupić się i pracować oraz wykonywać swoje obowiązki? Czy niektórym nie warto zastanowić się w sprawie swego sumienia? — mówiła do parlamentarzystów Zita Užlytė.

Z kolei poseł Jonas Ramonas oskarżył Sejm, że ma krew na sumieniu.

— Podczas tego impeachmentu mamy prawdziwą krew. Szanowny Aleksander i jego żona — ich rodzina straciła dziecko. To jest prawdziwa krew. Czy tego wystarczy, czy wciąż mało? Być może ono (dziecko — przyp. red.) wyrosłoby na prawdziwego konserwatystę lub liberała — mówił kolejny kolega Sacharuka z frakcji, poseł Jonas Ramonas.

Zdaniem posła Egidijusa Vareikisa, z którym rozmawialiśmy niedługo przed zakończeniem głosowania, takie apele kolegów posłów do parlamentarzystów mogą (mogły) wpłynąć na postawę głosujących posłów.

— Jeśli będziemy opierali się o postanowienia klubów parlamentarnych, to można przewidzieć, że dziś Sejm pozbawi mandatów dwóch posłów. Tymczasem sprawa ta dotyczy nie tylko prawa, lecz też moralności i kultury politycznej. Wobec tego nie chciałbym prognozować wyników tego głosowania — powiedział w rozmowie z „Kurierem” poseł Egidijus Vareikis. Poseł przytoczył też przykład z historii impeachmentu wobec prezydenta Clintona, który zachował swe stanowisko dzięki Kongresowi, aczkolwiek amerykański trybunał konstytucyjny nie miał wątpliwości, że prezydent złamał przysięgę konstytucyjną.

— Jak widzimy, są różne przykłady — zauważył poseł Varekis, dodając, że interesy polityczne czasami biorą górę nad prawem.

„Państwo przestało istnieć!”, „Dwulicowość parlamentu nie ma granic!”, „Czas ich wszystkich pozbawić mandatów!” — to tylko nieliczne i na pewno nie najbardziej wymowne komentarze internautów, jakie setkami zaczęły pojawiać się zaraz po opublikowaniu informacji o wynikach głosowania w portalach internetowych. Internautów oburzyło stanowisko Sejmu, który w różny sposób potraktował dwóch posłów, którym postawiono podobne zarzuty — złamanie przysięgi konstytucyjnej.

Zdaniem posła Vareikisa, wynika to z nieprecyzyjnego prawa określającego sytuację.

— Uważam, że posłowie w ogóle nie powinni mieć prawa decyzji w sprawie pozbawienia innego posła mandatu. Powinien być stworzony inny mechanizm prawny, ale jak dotychczas, sprawa ta nikogo nie interesuje — mówi nam poseł Vareikis, który niedawno sam był obiektem dyskusji parlamentarnej o pozbawieniu go mandatu. Niektórzy parlamentarzyści chcieli pozbawić go mandatu na podstawie orzeczenia Komisji Etyki Poselskiej, że naruszył Statut, bowiem poza pracą w Sejmie, prowadził również wykłady na uczelni.