Litwa kontruje stanowisko Unii wobec Łukaszenki

Po latach izolacji prezydent Białorusi był entuzjastycznie witany na Litwie przez litewskich przedsiębiorców i polityków, którzy nie kryli swoich oczekiwań wobec rozwoju współpracy gospodarczej z Białorusią. Fot. Marian Paluszkiewicz
Po latach izolacji prezydent Białorusi był entuzjastycznie witany na Litwie przez litewskich przedsiębiorców i polityków, którzy nie kryli swoich oczekiwań wobec rozwoju współpracy gospodarczej z Białorusią. Fot. Marian Paluszkiewicz

Stanowisko Litwy w sprawie sytuacji na Białorusi po wyborach 19 grudnia 2010 roku coraz bardziej różni się od stanowiska Unii Europejskiej oraz Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), w której Litwa, od 1 stycznia br., przejmuje przewodnictwo. Kolejny dysonans w tej sprawie wywołały słowa prezydent Dali Grybauskaitė, która aczkolwiek zgodnie z ogólną tendencją skrytykowała władze Białorusi za użycie siły przeciwko opozycji, jednak skrytykowała też działania opozycji.

Wielu obserwatorów dziwi stanowisko litewskiej prezydent, tymczasem, jak udało nam się ustalić, mogą za tym stać litewscy oligarchowie, którzy są zainteresowani rozwojem dobrych relacji z Białorusią Łukaszenki.

Girl in a jacket

— Prezydent potępia niewspółmierne użycie siły ze strony władz białoruskich przeciwko demonstrantóm, ale nie popiera też przejawów przemocy ze strony demonstrantów, jak również ewentualnych prowokacji z ich strony — rzecznik prasowy prezydent Linas Balsys przekazał mediom stanowisko Dali Grybauskaitė w sprawie wydarzeń na Białorusi. Prezydent Litwy wezwała też przywódców krajów Unii Europejskiej do kontynuowania polityki otwierania się na Białoruś.

To stanowisko litewskiej prezydent diametralnie koliduje nie tylko z polityką prowadzoną wobec Łukaszenki przez jej poprzednika, prezydenta Valdasa Adamkusa, ale też ze stanowiskiem krajów członkowskich Unii oraz OBWE.

„Wybory prezydenckie pokazały, że Białoruś musi przejść jeszcze długą drogę, żeby zacząć wykonywać swe zobowiązania w ramach OBWE” — napisano w raporcie obserwatorów tej organizacji zaraz nazajutrz po zatrzymaniu w Mińsku ponad 600 przedstawicieli opozycji, w tym większość niezależnych kandydatów na prezydenta. OBWE zażądała też od władz białoruskich wyjaśnień w sprawie zatrzymania opozycyjnych kandydatów, dziennikarzy i obrońców praw obywatelskich, zaś akcję przeprowadzoną przez białoruską milicję wobec demonstrantów kwestionujących wyniki wyborów nazwano w raporcie „autorytarną rozprawą”.

„Kontynuowanie pozytywnej współpracy z panem Łukaszenką jest dziś, jak się zdaje, stratą czasu i pieniędzy. Łukaszenka dokonał wyboru, stanął przeciwko wszystkiemu, co reprezentuje sobą Unia Europejska. Jednak wielu Białorusinów wie, że czas biegnie i po cichu przygotowuje się do lepszej przyszłości. Wiele rozmów z przedstawicielami różnych środowisk na Białorusi przekonało nas o tym, że kraj ten pragnie być częścią wolnej i dostatniej Europy. Musimy teraz pogłębić naszą współpracę z demokratami białoruskimi, a także z tymi w rządzie białoruskim, którzy nie godzą się z kursem, który ich kraj właśnie obrał. Nie wolno nam ich pozostawić samych sobie, nie wolno nam ich zdradzić, gdy ich kraj wkracza na ścieżkę być może nowej mrocznej ery. Najlepszą próbą dla naszych własnych wartości jest pomoc bezsilnym. Europa nie może milczeć” — czytamy z kolei w artykule wspólnego autorstwa ministrów spraw zagranicznych Szwecji, Czech, Polski i Niemiec — Carla Bildta, Karela Schwarzenberga, Radosława Sikorskiego i Guido Westerwelle’a.

Szef szwedzkiej dyplomacji zaapelował również do przywrócenia sankcji wizowych wobec Łukaszenki oraz wszystkich tych z jego otoczenia, którzy przyczynili się do eksterminacji opozycji.

Tymczasem Dalia Grybauskaitė, jeszcze przed wydarzeniami z 19 grudnia, była jednym z najgorętszych zwolenników współpracy z białoruskimi władzami pod kierownictwem Łukaszenki. Jak ujawniły media, litewska prezydent wyraziła wtedy opinię, że „Aleksander Łukaszenka jest gwarantem stabilności gospodarczej i politycznej Białorusi”, zaś „białoruska opozycja nie jest poważna i nie ma żadnych szans w żadnych wyborach”.

„Łukaszenka może zwyciężyć 99 procentami głosów, ale zwycięży 75 procentami, by dogodzić Unii Europejskiej” — agencja Reutersa cytowała słowa litewskiej prezydent wypowiedziane podczas zamkniętego spotkania z dyplomatami krajów Unii Europejskiej. Grybauskaitė jest przekonana, że współpraca UE z władzami Białorusi musi być kontynuowana.

W najbliższym czasie prezydent Litwy chce spotkać się z szefową unijnej dyplomacji Catherine Ashton, dla której ma przekazać list białoruskiego władcy, który Grybauskaitė otrzymała jeszcze przed świętami. Aleksander Łukaszenka przedstawia w liście własną wizję wyborów i wydarzeń w Mińsku 19 grudnia.

Wielu obserwatorów dziwi stanowisko litewskiej prezydent, tymczasem, jak udało nam się ustalić, mogą za tym stać litewscy oligarchowie, którzy są zainteresowani rozwojem dobrych relacji z Białorusią Łukaszenki. Orędownikami utrzymywania za wszelką cenę tych relacji od lat występuje prezes Litewskiej Konfederacji Przemysłowców, wpływowy oligarcha, Bronislovas Lubys, który jeszcze w 2005 roku, kiedy obowiązywały unijne sankcje wobec białoruskich władz, apelował do prezydenta Valdasa Adamkusa i litewskiego rządu o prowadzenie wobec Białorusi polityki otwartości i współpracy gospodarczej. To właśnie Lubys i jego Konfederacja byli inicjatorami Litewsko-Białoruskiego Forum Gospodarczego, który po raz pierwszy odbył się w maju 2005 roku w Kłajpedzie, a w 2009 roku, w piątym z kolei Forum odbywającym się w Wilnie wziął udział Aleksander Łukaszenka, który był entuzjastycznie witany przez litewską prezydent oraz przedstawicieli władz i biznesu.

Współpracą gospodarczą z Białorusią jest również zainteresowany inny litewski oligarcha Vladimiras Romanovas, jeden z głównych udziałowców banku „Ūkio bankas” oraz grupy inwestycyjnej ŪBIG. Romanovas prowadzi szerokie interesy w Rosji, Szkocji i na Bałkanach oraz realizuje intratne inwestycje deweloperskie na Białorusi. Poprzez wspólne z Białorusią przedsiębiorstwo „Stadium”, w której ŪBIG Romanova ma 75 proc. udziałów, litewski oligarcha realizuje w białoruskiej stolicy największy w kraju deweloperski projekt — budowę sportowo-rekreacyjnego kompleksu wartego 250 mln euro. Dwa kolejne projekty — dzielnice mieszkaniowe „Kamennaja gorka” i „Łoszica”, które również realizuje „Stadium”, warte są kolejne 100 mln euro. Nie można więc wykluczyć, że to właśnie Romanovas i Lubys, ale też właściciele takich spółek jak „Senukai”, czy też SBA mogą stać za „dążeniem” litewskich władz do „normalizacji” stosunków z reżimem Łukaszenki, mimo diametralnie odmiennego stanowiska Unii Europejskiej.

— Litewscy przedsiębiorcy są bardzo zainteresowani współpracą z Białorusią, która poczyniła postęp zarówno w liberalizacji prawa gospodarczego, jak też formalnych decyzji reglamentujących prowadzenie biznesu w tym kraju. Świadczy o tym chociażby skład uczestników ostatniej konferencji gospodarczej, jaką przeprowadziliśmy w grudniu w Wilnie. Uczestniczyło w niej kilkunastu przedsiębiorców z Białorusi, kilku z Polski i aż 40 z Litwy — tłumaczy nam Tadeusz Pietkiewicz, prezes Litewskiego Klubu Przedsiębiorców UE i WNP. Zdaniem Pietkiewicza, największym zainteresowaniem cieszy się sektor budownictwa oraz transportu. Jak mówi nam, na Białorusi są realizowane ogromnej objętości projekty deweloperskie i firmy białoruskie potrzebują innowacyjnych technologii i rozwiązań, toteż chętnie zapraszają do współpracy firmy zagraniczne, w tym z Litwy.

O aktywizacji litewsko-białoruskiej współpracy gospodarczej świadczą również wskaźniki zarówno wymiany handlowej, jak też poziomu litewskich inwestycji na Białorusi. I chociaż nie są to jeszcze pokaźne wskaźniki, jednak ich kilkudziesięcioprocentowy roczny wzrost świadczy o perspektywie rozwoju współpracy gospodarczej Wilna i Mińska.